***
W klinice było zimno, a pielęgniarka sprawnie. Kiedy zobaczyłam swoje odbicie w oknie, z szalikiem naciągniętym na głowę i skórą w kolorze papieru do drukarki, ledwo się poznałam.
Ominęłam kolejkę taksówek i poszłam okrężną drogą do domu, mijając naszą starą kawiarnię i kwiaciarnię, w której Grant kupił lilie na naszą rocznicę. Próbowałam przywołać nadzieję.
***
Wkładając klucz do zamka, zdałam sobie sprawę, że jest zbyt cicho jak na dzień, w którym Tessa powinna tam być.
Wtedy usłyszałam głos Granta, cichy i bliski. Tak właśnie do mnie mówił w noce, kiedy strach nie dawał mi zasnąć.
Ledwo się poznałam.
„…jeszcze chwilkę, Tess. On nie ma pojęcia, że robiliśmy to za jego plecami”.
Moje ciało zamarło. Stałam nieruchomo na korytarzu, wstrzymując oddech.
Następny był głos Tessy. „W końcu się dowie. Nie mogę tego dłużej trzymać w tajemnicy”.
Podeszłam do drzwi, serce waliło mi jak młotem i zobaczyłam ich:
Grant klęczący na dywanie przed Tessą, jego dłonie delikatnie spoczywały na jej brzuchu. Miał na sobie jedną z moich starych bluz, a jego brzuch był ledwo widoczny.
To była krągłość, której brakowało mi od tygodni.
„W końcu się dowie”.
Nagle wszystkie za duże swetry i wszystkie odmowy wina wskoczyły na swoje miejsce.
Grant nachylił się bliżej brzucha Tessy, a w jego głosie słychać było podziw, taki, jaki słyszałam tylko w jego obecności.
„Nie mogę się doczekać, żeby cię poznać”.
Nogi prawie się pode mną ugięły.
Wyrwał mi się ostry, urywany dźwięk. Oboje odwrócili się z szeroko otwartymi oczami, a czas zdawał się zamarć.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE