Mark obserwował go przez cały czas, stojąc w pobliżu i dotykając misia co kilka minut, jakby musiał się upewnić, że wciąż jest prawdziwy, i pytając, kiedy będzie gotowy.
Tej nocy, kiedy położyłam Marka do łóżka, przytulił misia. Stałam przez chwilę, patrząc, jak zasypia.
Potem schyliłam się, żeby jeszcze raz poprawić koc, i stało się coś, co wstrząsnęło mną do głębi.
Kiedy położyłam Marka do łóżka, przytulił misia.
Moja dłoń musnęła brzuch misia.
W środku coś kliknęło.
W środku zabawki zatrzeszczał ładunek elektrostatyczny. Głośno. Nagle.
Potem przez materiał przeniknął głos, cichy i drżący.
„Mark, wiem, że to ty. Pomóż mi.”
Krew mi zmroziła krew w żyłach.
W środku zabawki zatrzeszczał ładunek elektrostatyczny.
Wpatrywałam się w misia, a serce waliło mi tak mocno, że czułam je w gardle.
To nie była piosenka, ani nagrany wcześniej chichot, ani jakaś przerażająca awaria zabawki.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE