To był ludzki głos.
Dziecięcy głos.
I wypowiedzieli na głos imię mojego syna.
Wypowiedzieli na głos imię mojego syna.
Spojrzałam na Marka.
On wciąż spał, cudem.
Potem podniosłam misia tak delikatnie, jak tylko potrafiłam, wyrywając go z rąk Marka, nie budząc go.
Wyszłam z pokoju, zostawiając drzwi prawie zamknięte.
Przez myśl przelatywały mi straszne myśli.
Trzymałam misia tak delikatnie, jak tylko potrafiłam.
Czy to był jakiś żart? Urządzenie do inwigilacji?
Czy ktoś nas obserwował?
Niosłam misia korytarzem, jakby miał zaraz eksplodować.
W kuchni zostawiłam go na stole, pod jasnym światłem sufitu, i szarpnęłam za szew, który tak ostrożnie zamknęłam kilka godzin wcześniej.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE