Dwa samochody zjechały z drogi w pobliżu mostu. Nikt nie przeżył.
Przedstawiciel zakładu pogrzebowego powiedział, że trumna musi pozostać zamknięta. Funkcjonariusze powiedzieli mi, że tak będzie bardziej współczująco.
Więc w każdą niedzielę klękałem przy grobie Mai i szeptałem to samo.
„Przepraszam, kochanie. Powinienem był cię odebrać”.
Jordan był ze mną dwa razy. Potem przestał.
„To nie jest dla ciebie dobre, Jackie” – powiedział mi tego ranka, kiedy stałem przy drzwiach z różami. „Nie możesz tego dłużej robić”.
„Jestem jej matką”.
„To zachowuj się jak matka. Przestań się tak rozpadać w każdą niedzielę”.
„Przepraszam, kochanie”.
Taki był mój nawyk w stosunku do Jordana. Złagodziłam ton. Kiedy nazywał sztukę Mai „hobby”, mówiłam: „Twój ojciec się po prostu martwi”. Kiedy naśmiewał się z jej stypendium, mówiłam: „On się po prostu martwi o twoją przyszłość, kochanie”.
Latami interpretowałam jego słowa, żeby brzmiały łagodniej.
Ale tego ranka byłam zbyt zmęczona.
„Idę zobaczyć się z córką” – powiedziałam i wyszłam.
„On się po prostu martwi o twoją przyszłość, kochanie”.
***
Na cmentarzu deszcz przemoczył mi płaszcz, kiedy kładłam róże przy nagrobku Mai.
„Maya” – wyszeptałam, dotykając jej imienia. „Przepraszam”.
Za mną buty skrzypiały na żwirze.
„Proszę pani?”
Odwróciłam się.
Otis był tam, deszcz kapał mu z czapki.
„Nie chciałam pani przestraszyć”.
Deszcz przemoczył mój płaszcz.
„W porządku”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE