7. DRUGI DZIEŃ
Zakład stał w miejscu.
Technikom udało się częściowo przywrócić działanie dwóch podsystemów, ale nie byli w stanie uruchomić pełnej produkcji.
Każda próba kończyła się wystąpieniem nowych błędów.
Firma skontaktowała się z dostawcą sprzętu.
Potem z zewnętrznym integratorem.
Następnie z niemiecką firmą doradczą.
Według Leo konsultanci poprosili o dostęp do dokumentacji architektury systemu.
Po kilku godzinach analizy jeden z ich specjalistów zadał pytanie:
„Gdzie jest osoba, która to zaprojektowała?”
Pierre odparł:
„Jest niedostępna”.
Konsultant nalegał:
„To proszę ją ściągnąć”.
Tego popołudnia otrzymałam nową wiadomość od prezesa regionalnego.
Tym razem bez korporacyjnego żargonu.
„Elena, rozumiem, że jesteś zła. Nie oczekuję, że zapomnisz o tym, co się stało. Proszę tylko o trzydzieści minut rozmowy. Pierre nie kieruje już procesem przywracania systemu”.
To przykuło moją uwagę.
Nie dlatego, że czułam jakąkolwiek sympatię.
Ale dlatego, że po raz pierwszy dostrzegłam realne konsekwencje.
Odpowiedziałam:
„Może pan skontaktować się z moim prawnikiem”.
Podałam jego dane.
Dziesięć minut później zadzwonił do mnie prawnik.
„Teraz mówią poważnie”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE