CZĘŚĆ 2
„STAŻYSTKA” ZA 2000 DOLARÓW
Odsłuchałam wiadomość tylko raz.
Pierre dyszał tak ciężko, jakby przebiegł kilka kilometrów.
W tle słyszałam dźwięk alarmów, nakładające się na siebie głosy i nieustanny metaliczny szczęk.
– Elena! Odbierz natychmiast! Linia padła! Cały system produkcyjny się zawiesił! Musisz się teraz zalogować.
Pauza.
Potem, jakby nagle przypomniał sobie, kim jest on, a kim ja powinnam być, zmienił ton.
– To rozkaz.
Cicho się zaśmiałam.
Odłożyłam telefon na stół.
Wróciłam do jedzenia.
Makaron był nieco rozgotowany, ale tamtego ranka smakował mi lepiej niż jakakolwiek droga kolacja w Paryżu.
Nie odpisałam.
Pięć minut później przyszła kolejna wiadomość.
„Elena, musimy porozmawiać”.
Potem następna.
„Być może zaszło nieporozumienie z działem kadr”.
I kolejna.
„Firma jest skłonna ponownie rozważyć twoją sytuację”.
No i proszę.
Metamorfoza.
W niespełna dwadzieścia minut przeszedł od słów „to rozkaz” do „być może zaszło nieporozumienie”.
To nie był żal.
To był strach.
Dokładnie wiedziałam, co dzieje się po drugiej stronie świata.
Wiedziałam, bo to ja zbudowałam ten system.
A także dlatego, że znałam Pierre’a.
1. CZŁOWIEK, KTÓRY MUSIAŁ DOTKNĄĆ WSZYSTKIEGO
Podczas mojego drugiego tygodnia we Francji odkryłam jeden z największych problemów tej firmy.
Nie miał on podłoża technicznego.
Wynikał z natury ludzkiej.
Pierre wymagał, by każda decyzja przechodziła przez niego.
Nie rozumiał połowy kodu, którym zarządzaliśmy, ale uwielbiał wchodzić do sterowni, stawać za plecami inżyniera i pytać:
– Dlaczego ta wartość jest tak ustawiona?
Jeśli ktoś odpowiadał, że to konieczne, marszczył brwi.
– A co by było, gdybyśmy to zmienili?
Nie dlatego, że miał ku temu powód.
Po prostu chciał, żeby wszyscy pamiętali, że może to zmienić. Ta obsesja była przyczyną kilku awarii, na które natrafiłam po przyjeździe. Przez sześć miesięcy zespół próbował ustabilizować platformę zbudowaną z warstw niekompatybilnych ze sobą poprawek.
Każdy dział naprawiał swój własny fragment, nie biorąc pod uwagę systemu jako całości.
Przypominało to dom, w którym dziesięciu różnych murarzy naprawiało ściany, nie sprawdzając stanu fundamentów.
Nie łatałem systemu.
Przebudowałem go.
Rozdzieliłem procesy.
Zaimplementowałem mechanizmy nadmiarowości.
Napisałem od nowa kod odpowiedzialny za kluczową komunikację ze sterownikami przemysłowymi.
Zaprojektowałem moduł zdolny do wykrywania odchyleń, zanim przerodzą się one w poważne awarie.
A przede wszystkim – udokumentowałem, których parametrów pod żadnym pozorem nie wolno zmieniać w trakcie produkcji bez wcześniejszego przeprowadzenia pełnej symulacji.
Pierre otrzymał skróconą wersję tych instrukcji.
Nie przeczytał jej.
Wiedziałem o tym, bo trzeciego dnia zapytał mnie o funkcję, która została wyjaśniona dosłownie na pierwszej stronie.
„Nie mamy czasu na czytanie instrukcji” – stwierdził. „Od tego są technicy”.
I na tym właśnie polegała ironia.
Technicy *przeczytali* dokumentację.
Leo przestudiował ją tak dokładnie, że znał ją niemal na pamięć.
Pierre – nie.
Dlatego wiedziałem, co się stanie, gdy zniknę.
Spróbuje przejąć kontrolę.
I w końcu ktoś go posłucha.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE