Obiecano mi pensję w wysokości 5 milionów rocznie za wyjazd do Francji. W pierwszym miesiącu zapłacili mi 2000 dolarów… więc jeszcze tej samej nocy zniknąłem.

5. PIERWSZA PROPOZYCJA
O szóstej wieczorem dostałam e-maila.

Nie od Pierre’a.

Od prezesa regionalnego.

Temat wiadomości brzmiał:

„PILNE — Propozycja rozmowy”.

Otworzyłam ją.

Wiadomość była zaskakująco życzliwa.

Przyznawano w niej, że podczas mojego wdrażania do pracy „mogło dojść do nieprawidłowości”.

Zawierała przeprosiny „w imieniu firmy”.

I prośbę o natychmiastową rozmowę wideo, by „rozwiązać zarówno kwestię mojej umowy, jak i awarię techniczną”.

Nie odpisałam.

Dwadzieścia minut później przyszła kolejna wiadomość.

Tym razem zawierała konkretną kwotę.

Zadeklarowali natychmiastową wypłatę różnicy w wynagrodzeniu za pierwszy miesiąc.

Dodatkowo obiecali specjalną premię, jeśli pomogę przywrócić produkcję.

Wciąż nie odpisywałam.

Godzinę później kwota premii wzrosła dwukrotnie.

Zamknęłam laptopa.

Nie chodziło o pieniądze.

A przynajmniej – już nie.

Gdyby popełnili błąd administracyjny i przyznali się do niego, kiedy dzwoniłam, zaakceptowałabym korektę.

Gdyby Marie powiedziała:

„Elena, przepraszam; przyjrzyjmy się temu”.

Poczekałabym.

Nawet gdyby umowa zawierała niekorzystny zapis, którego nie zrozumiałam właściwie, moglibyśmy negocjować.

Ale tak się nie stało.

Zaśmiała się.

Nazwała mnie stażystką.

Z całkowitym spokojem wyjaśniła, że ​​tyle właśnie jestem warta.

Problemem nie były te dwa tysiące dolarów.

Chodziło o to, że myśleli, iż mogą mnie upokorzyć bez żadnych konsekwencji.

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *