5. PIERWSZA PROPOZYCJA
O szóstej wieczorem dostałam e-maila.
Nie od Pierre’a.
Od prezesa regionalnego.
Temat wiadomości brzmiał:
„PILNE — Propozycja rozmowy”.
Otworzyłam ją.
Wiadomość była zaskakująco życzliwa.
Przyznawano w niej, że podczas mojego wdrażania do pracy „mogło dojść do nieprawidłowości”.
Zawierała przeprosiny „w imieniu firmy”.
I prośbę o natychmiastową rozmowę wideo, by „rozwiązać zarówno kwestię mojej umowy, jak i awarię techniczną”.
Nie odpisałam.
Dwadzieścia minut później przyszła kolejna wiadomość.
Tym razem zawierała konkretną kwotę.
Zadeklarowali natychmiastową wypłatę różnicy w wynagrodzeniu za pierwszy miesiąc.
Dodatkowo obiecali specjalną premię, jeśli pomogę przywrócić produkcję.
Wciąż nie odpisywałam.
Godzinę później kwota premii wzrosła dwukrotnie.
Zamknęłam laptopa.
Nie chodziło o pieniądze.
A przynajmniej – już nie.
Gdyby popełnili błąd administracyjny i przyznali się do niego, kiedy dzwoniłam, zaakceptowałabym korektę.
Gdyby Marie powiedziała:
„Elena, przepraszam; przyjrzyjmy się temu”.
Poczekałabym.
Nawet gdyby umowa zawierała niekorzystny zapis, którego nie zrozumiałam właściwie, moglibyśmy negocjować.
Ale tak się nie stało.
Zaśmiała się.
Nazwała mnie stażystką.
Z całkowitym spokojem wyjaśniła, że tyle właśnie jestem warta.
Problemem nie były te dwa tysiące dolarów.
Chodziło o to, że myśleli, iż mogą mnie upokorzyć bez żadnych konsekwencji.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE