4. KIEDY ZACZĘŁY SIĘ TELEFONY
Nic nie wiedziałem o tamtym spotkaniu.
Siedziałem w domu i patrzyłem, jak telefon wibruje na stole.
Najpierw Pierre.
Potem Marie.
Następnie nieznany numer z Francji.
Potem kolejny.
A potem połączenie z firmowego numeru wewnętrznego.
Nie odebrałem.
O szesnastej czasu lokalnego dostałem wiadomość od Leo w prywatnym komunikatorze.
Nie zablokowałem go.
„Wszystko w porządku?”
Wpatrywałem się w nią przez chwilę.
Odpisałem:
„Tak”.
Odpowiedź przyszła natychmiast.
„Dzięki Bogu”.
Potem:
„Wszystko wstrzymano”.
Odpisałem:
„Tak przypuszczałem”.
Minęła prawie minuta.
„Czy to ty to zrobiłeś?”
To pytanie mnie zirytowało.
Nie z powodu Leo.
Doskonale rozumiałem, dlaczego pyta.
Napisałem:
„Nie. Zostawiłem system włączony. Jeśli sprawdzisz logi, zobaczysz”.
Pięć minut później:
„Masz rację”.
Potem przysłał zrzut ekranu z logami.
Ręczna zmiana parametrów.
Autoryzowany użytkownik.
Wymuszony restart.
Godzina: 09:16.
Nie pytałem, kto wydał polecenie.
Nie było takiej potrzeby.
Leo napisał:
„Pierre”.
Odpisałem krótko:
„Jasne”.
Potem opowiedział mi, co się stało.
Spotkanie.
Straty.
Pytania kierownictwa.
Ujawnienie wysokości mojego wynagrodzenia.
Na koniec napisał:
„Teraz wszyscy chcą cię znaleźć”.
Wpatrywałem się w to zdanie przez kilka sekund.
Miesiąc wcześniej, gdy wylądowałem w Paryżu, przysłali po mnie szofera.
Pierre witał mnie tak, jakbym był gwiazdą.
„Wiążemy z tobą wielkie nadzieje”.
Po rozwiązaniu problemu z projektem:
„Jesteś naszą tajną bronią”.
W dniu wypłaty:
„Standardowa stawka dla stażysty”.
A teraz:
„Wszyscy chcą cię znaleźć”.
Ludzie nie zmieniają się tak szybko.
Zmieniają się tylko okoliczności.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE