3. CENA SIEDMIU MINUT
Początkowo Pierre był przekonany, że poradzą sobie beze mnie.
– Zrestartujcie serwery.
Spróbowali.
Nie zadziałało.
– Przywróćcie poprzednią wersję.
Nie mogli.
Poprzednia wersja była niekompatybilna z kilkoma modyfikacjami sprzętowymi wprowadzonymi w ciągu ostatniego miesiąca.
– Wyłączcie moduł zabezpieczeń.
Leo odparł:
– To mogłoby fizycznie uszkodzić sprzęt.
– W takim razie znajdźcie inne rozwiązanie.
Pracowali przez godzinę.
Potem dwie.
Potem trzy.
Automatycy.
Specjaliści od sieci.
Programiści.
Przedstawiciele producenta maszyn.
Nikt nie potrafił znaleźć bezpiecznego sposobu na przywrócenie globalnej synchronizacji.
Potrafili naprawić poszczególne podsystemy.
Ale za każdym razem, gdy próbowali ponownie uruchomić cały proces, pojawiał się nowy problem z kompatybilnością.
W południe przybył dyrektor operacyjny.
O dwunastej dwadzieścia pojawił się dyrektor finansowy.
O pierwszej zjawił się prezes regionalny.
I w tym momencie przestało to być „drobnym problemem stażysty”.
Dyrektor finansowy zapytał:
– Ile tracimy?
Nikt nie chciał odpowiedzieć.
– Pytam: ile?
Fabien, kierownik produkcji, w końcu się odezwał:
– Jeśli uwzględnimy bezpośrednią produkcję, kary logistyczne i przestoje… około stu osiemdziesięciu tysięcy euro na godzinę.
Cisza.
Dyrektor finansowy spojrzał na zegarek.
– Jak długo trwa przestój?
– Prawie cztery godziny.
Ta liczba zmieniła atmosferę.
Nie rozmawiali już o problemie technicznym.
Patrzyli na stratę rzędu ponad siedmiuset tysięcy euro.
A kwota ta wciąż rosła.
– Kto zaprojektował tę architekturę? – zapytał prezes regionalny.
Wszyscy spojrzeli na Pierre’a.
Pierre wskazał na Leo.
– Zespół techniczny.
Leo pokręcił głową.
– Nie.
Pierre zmierzył go gniewnym wzrokiem.
– Słucham?
– Architekturę zaprojektowała Elena Lin.
– Wszyscy ją opracowywaliśmy.
– Nie. – Leo – jak mi później opowiadał – był tak wściekły, że nie zależało mu już na utrzymaniu posady. „Wdrożyliśmy część tego rozwiązania. Elena zaprojektowała rdzeń systemu, logikę odzyskiwania danych, model synchronizacji oraz integrację ze sterownikami. Zanim do nas dołączyła, przez sześć miesięcy nie potrafiliśmy osiągnąć stabilności”.
Prezes regionalny wpatrywał się w Pierre’a.
„Gdzie ona jest?”
Pierre odpowiedział:
„Nie przyszła dziś rano do pracy”.
Marie dodała:
„Jest w okresie próbnym”.
Leo parsknął niedowierzającym śmiechem.
Dyrektor finansowy zwrócił się do niej:
„Co to oznacza?”
„Że nie jest jeszcze stałym pracownikiem”.
„Nie o to pytałem. Pytałem, co to ma do rzeczy”.
Marie skrzyżowała ręce na piersi.
„Jej tymczasowe wynagrodzenie wynosiło dwa tysiące dolarów”.
Cisza, która po tym zapadła, była inna.
Chłodniejsza.
Prezes regionalny potrzebował kilku sekund, by zareagować.
„Powtórz to”.
„Dwa tysiące dolarów”.
„Miesięcznie?”
„Tak”.
„Dla specjalistki z zagranicy, którą sprowadziliśmy specjalnie do realizacji tego projektu?”
Marie z trudem przełknęła ślinę.
„Taką strukturę wynagrodzenia na czas wdrożenia zatwierdziliśmy”.
„Jaką strukturę?”
Pierre wtrącił:
„O kwestiach kadrowych możemy porozmawiać później. Teraz musimy naprawić zakład”.
„Nie” – powiedział prezes. – „Porozmawiamy o tym teraz. Jakie wynagrodzenie jej zaproponowano, by tu przyjechała?”
Nikt nie odpowiedział.
„Pierre”.
Odchrząknął.
Podał kwotę.
Prezes zamknął oczy.
Potem spojrzał na Marie.
„Czy wiedziała, że przez pierwsze trzy miesiące będzie otrzymywać dwa tysiące dolarów?”
Marie zawahała się.
Ta pauza była odpowiedzią.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE