Potem, gdy doszłam do ostatnich kilku stron, zaczęły mi się trząść ręce.
W środku było pismo Adele.
Ton się zmienił.
Wpisy stały się krótsze, bardziej zwięzłe i staranniejsze.
Zaczęła pisać o jakimś wyjeździe przed szkołą.
W to samo miejsce, kilka razy.
Przystanek autobusowy na obrzeżach miasta.
Zmarszczyłam brwi.
Adele pisała też o kimś, z kim się tam umówiła.
Ton się zmienił.
Nigdy nie używała imienia tej osoby, tylko subtelne aluzje.
„Słucha”.
„Nie pogania mnie jak wszyscy inni”.
„Mówi, że mam wybór”.
Poczułam dreszcz w ramionach.
Adele nie pisała tylko o luźnych rozmowach.
Planowała coś.
A potem znalazłam to, co napisała w noc przed swoim zniknięciem.
„Spakowałam małą torbę, ale ją schowałam. Nie wiem, czy jej użyję. Ciągle myślę o tym, co powiedział. Żałuję, że ich nie podsłuchałam”.
Ścisnęło mnie w piersi.
Nigdy nie użyła imienia tej osoby.
Serce zaczęło mi walić, gdy czytałam, co wydarzyło się tamtego pamiętnego poranka.
Jej pismo było jeszcze bardziej chaotyczne, jakby się spieszyła.
„Wrócę tam przed szkołą. Muszę podjąć decyzję”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE