„Gdzie jesteś?”
„W domu, który wynajęliśmy z kilkoma innymi inżynierami”.
Sebastián odsunął słuchawkę. Na moment pojawił się stolik z kieliszkami, zaproszeniem w kolorze kości słoniowej i otwartą szkatułką na biżuterię.
W środku był szafirowy naszyjnik, który należał do matki Lucii.
Przysiągł, że zgubił go podczas przeprowadzki.
Rozmowa nagle się zakończyła.
Następnego ranka Lucía przyjechała pod wskazany adres z Emiliano. Rezydencja miała trzy poziomy, basen, ogród i personel w uniformach. Przy wejściu widniał napis: „Witamy na przyjęciu Sebastiána i Renaty”.
W tym momencie podjechał biały SUV. Sebastián siedział z tyłu, nienagannie ubrany w ciemny garnitur. Obok niego blondynka trzymała na szyi naszyjnik z szafirów. Z przodu siedziała Beatriz, matka Sebastiána, śmiejąc się z kieliszkiem w dłoni.
Renata otworzyła szybę.
„Ochroniarze, niech ta pani się przesunie. Dzisiaj jest dzień mojego ślubu i nie chcę żadnych kłopotów na zewnątrz”.
Sebastián zobaczył Lucíę.
Widział też swojego syna.
Ale nie wysiadł.
Wziął Renatę za rękę, wydał kierowcy polecenie i odjechał, zostawiając Lucíę przed domem, który od dwóch lat płacił za swoją własną nędzę.
CZĘŚĆ 2
Lucía czuła, jakby ziemia pod nią znikała, ale nie płakała. Ścisnęła dłoń Emiliana i weszła do środka za furgonetką dostawczą.
W ogrodzie stało ponad 60 krzeseł, biały ołtarz i zdjęcia Sebastiána i Renaty podróżujących razem.
To nie było zwykłe przyjęcie zaręczynowe.
Ceremonia miała się odbyć tego samego popołudnia.
Lucía podeszła do pokoju, w którym Sebastián, Renata i Beatriz przeglądali dokumenty z organizatorem. Na stole leżały akty własności rezydencji, wyciągi bankowe i teczka z nazwiskiem Montemayor.
„Jak podpiszemy” – mówiła Beatriz – „sprzedamy dwie działki z funduszu powierniczego i zapłacimy za hotel dla nowożeńców. Zanim staruszek zrozumie, nie będzie mógł niczego odzyskać”.
Renata się uśmiechnęła.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE