Uzupełniałem książki, naprawiałem zacięcia w drukarce i starałem się nie płakać na półkach.
To tam zobaczyłem go po raz pierwszy.
W pierwszym tygodniu minąłem go.
Starszy mężczyzna na ławce przy drzwiach biblioteki.
Siwe włosy pod wełnianą czapką, znoszony brązowy płaszcz, rękawiczki z obciętymi palcami.
Zawsze czytał tę samą złożoną gazetę.
W pierwszym tygodniu przeszedłem obok niego.
W drugim tygodniu znalazłem dolara w torebce i wrzuciłem go do jego kubka.
Spojrzał w górę, jego oczy były niespodziewanie bystre i przenikliwe, i powiedział: „Uważaj na siebie, kochanie”.
„Uważaj na siebie, kochanie”.
Następnego dnia przyniosłem jej kanapkę i tanią kawę.
„To indyk” – powiedziałem. „Nic specjalnego”.
Wzięła je obiema rękami.
„Dziękuję” – powiedziała. „Uważaj na siebie, kochanie”.
Stało się to naszym cichym rytuałem.
Wysiadłem z autobusu i dałem jej to, co zostało.
O dziwo, pomogło mi to bardziej niż wszystkie przemówienia w stylu „jesteś taka silna”.
Skinęła głową i powiedziała to samo.
„Uważaj na siebie, kochanie”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE