A potem przyszła mi do głowy pewna myśl, cicha, dziwna i trochę wstydliwa, nawet teraz, gdy się do niej przyznaję.
A co, gdyby Gwen nadal mogła pójść na bal?
Nie w żaden konkretny sposób. Już to wiedziałam. Ale w jakiś drobny sposób. Jakiś gest, który był bardziej dla mnie niż dla niej, może.
A może znaczył dla niej więcej, niż mogłam zrozumieć.
A co, gdyby Gwen nadal mogła pójść na bal?
„Wiem, że to brzmi szalenie” – wyszeptałam do jej zdjęcia na kominku. „Ale może to by cię rozśmieszyło”.
Więc przymierzyłam sukienkę.
Nie śmiej się. Nawet o tym nie myśl. Gwen pewnie by się uśmiechnęła.
Stałam przed lustrem w łazience w sukience balowej 17-latki i spodziewałam się, że poczuję się idiotycznie.
I było w tym trochę prawdy, ale było też coś jeszcze.
Potem przymierzyłam sukienkę.
Materiał na moich ramionach, sposób, w jaki spódnica się poruszała, gdy się odwracałam. Przez chwilę, tylko ułamek sekundy, miałam wrażenie, jakby stała za mną w lustrze.
„Babciu” – wyobraziłam sobie, jak mówi. „Lepiej na tobie wygląda niż na mnie”.
Otarłam oczy grzbietem nadgarstka i podjęłam decyzję, która odmieni moje życie. Tylko wtedy o tym nie wiedziałam.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE