Miała zaledwie osiem lat i próbowała mnie pocieszyć.
Potem zostaliśmy tylko we dwoje.
Udało nam się. To był powolny i niedoskonały proces, ale udało nam się razem.
I byliśmy razem przez kolejne dziewięć lat, zanim ją też straciłam.
„Jej serce po prostu przestało bić” – powiedział mi lekarz.
„Ale miała tylko 17 lat!”
Westchnęła. „Czasami takie rzeczy się zdarzają, gdy ktoś ma niezdiagnozowane zaburzenia rytmu. Stres i wyczerpanie mogą zwiększać ryzyko”.
Byliśmy razem przez kolejne dziewięć lat, zanim ją też straciłam.
Stres i wyczerpanie.
Długo o tym myślałam. Czy wyglądałam na zestresowaną? Czy wyglądałam na zmęczoną?
Zadawałam sobie te pytania co godzinę, każdego dnia odkąd zmarła. I zawsze nic nie przychodziło mi do głowy.
Co oznaczało, że coś przeoczyłam.
To oznaczało, że ją zawiodłam.
Ta myśl przebiegła mi przez głowę, kiedy w końcu otworzyłam pudełko.
Co oznaczało, że w jakiś sposób ją zawiodłam.
W środku znajdowała się najpiękniejsza suknia balowa, jaką kiedykolwiek widziałam.
Miała długą spódnicę i była uszyta z materiału, który subtelnie mienił się, niczym światło tańczące na wodzie.
„Och, Gwen” – wyszeptałam.
Mówiła o balu maturalnym od miesięcy. Połowa naszych kolacji zamieniła się w sesje planowania.
Patrzyła na sukienki na telefonie i trzymała ekran tak, żebym mrużyła oczy, gdy opowiadała każdą z nich jak korespondentka modowa.
Mówiła o balu od miesięcy.
„Babciu, to noc, którą wszyscy pamiętają” – powiedziała mi kiedyś. „Nawet jeśli reszta liceum jest okropna”.
Pamiętam, że się zawahałam.
„Co masz na myśli, okropna?”
Wzruszyła ramionami i przewinęła ekran w dół. „Wiesz. O liceum”.
Odpuściłam. Może nie powinnam, ale tak zrobiłam.
Starannie złożyłam sukienkę i przycisnęłam ją do piersi.
Pamiętam, że się zawahałam.
Dwa dni później siedziałam w salonie. Sukienka leżała na krześle naprzeciwko mnie i nie mogłam przestać się na nią gapić.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE