Spojrzała w górę. „Jeśli powiesz: »Mówiłam ci, że to niebezpieczne«, rozwiedzę się z tobą jeszcze dziś wieczorem”.
Alejandro uklęknął i objął ją ramionami.
Przez sekundę pozostała sztywna.
Potem się załamała.
Valerie chwyciła go za koszulę i płakała mu w ramię, nie cicho, nie ładnie, ale z całą siłą kogoś, kto był silny zbyt długo, bo słabość nigdy nie była dla niego akceptowalna.
Alejandro trzymał ją tak, jakby puszczając ją, miał oznaczać koniec świata.
„Znalazłem cię” – wyszeptał.
Odsunęła się, ze łzami w oczach. „Dałam ci wskazówkę dotyczącą magazynu”.
„Tak” – powiedział, śmiejąc się przez łzy. „Odnalazłaś siebie. Po prostu poszedłem za tobą”.
To sprawiło, że płakała jeszcze mocniej.
Po porwaniu kontrakt stał się absurdalny.
Oboje o tym wiedzieli.
Valerie wróciła do rezydencji pod obserwacją lekarską, ale odmówiła pozostania we wschodnim skrzydle. Alejandro nie zaproponował jej dzielenia pokoju. Zamiast tego przygotował dla niej mały domek gościnny na terenie posiadłości, z kuchnią, werandą i wystarczająco dużą odległością od głównego domu, by móc oddychać.
Trzy wieczory później przyniósł jej kolację ze skromnej kubańskiej restauracji, którą lubiła.
Otworzyła drzwi z bandażem na czole i podejrzliwością w oczach.
„Żadnych srebrnych tac?”
“NIE.”
„Żadnych importowanych świec?”
“NIE.”
„Żadnej dziwnej zupy bogacza z pianką?”
„Absolutnie nie.”
Pozwoliła mu wejść.
Jedli ropę vieja z pojemników na wynos przy jej małym kuchennym stole. Po raz pierwszy nie było między nimi prawników, matek, przestępców, nie wisiał między nimi żaden zapis umowy.
Valerie spojrzała na niego. „Mówiłeś, że szukałeś mnie latami”.
“Tak.”
“Dlaczego?”
Alejandro odłożył widelec. „Najpierw, żeby ci podziękować. Potem, bo nie mogłem zapomnieć, że kiedy umierałem, twój głos był jedyną rzeczą, za którą chciałem podążać. Kazałeś mi zostać. Chyba jakaś część mnie tak zrobiła”.
Valerie spojrzała w dół.
„Budowałem hotele, zawierałem umowy, słuchałem matki, spotykałem się z kobietami, które aprobowała, a mimo to jakaś część mnie stała z tobą na deszczu” – powiedział. „Nie znałem twojego imienia, ale znałem twoje dłonie. Znałem twój głos”.
Oczy Valerie zaszkliły się. „Też o tobie myślałam”.
Przestał oddychać.
„Zastanawiałam się, czy przeżyłaś” – powiedziała. „Karetka cię zabrała i nikt mi nic nie powiedział. Później sprawdziłam listę w szpitalu, ale burza wywołała chaos i musiałam wrócić do domu, bo mama mnie potrzebowała”.
Alejandro powoli wyciągnął rękę przez stół, dając jej czas na odmowę.
Nie, nie zrobiła tego.
Jego dłoń nakryła jej dłoń.
Wyjątkowo dotyk nie był częścią spektaklu.
To było pytanie.
Valerie odpowiedziała, obracając dłoń do góry i przytrzymując ją.
Następne miesiące były chaotyczne, publiczne i transformacyjne.
Aresztowanie Victora Kane’a wywołało reakcję łańcuchową w kręgach biznesowych Miami. Isabella zeznawała przeciwko ojcu i wspólnikom Kane’a, a następnie opuściła Florydę, by zacząć wszystko od nowa w Bostonie pod panieńskim nazwiskiem babci. Victoria została zmuszona do ustąpienia ze stanowiska prezesa Salazar Group po tym, jak wewnętrzne śledztwo wykazało, że zignorowała ostrzeżenia o nieuczciwych związkach partnerskich.
Obwiniała Valerie.
Oczywiście, że tak.
Na ostatnim posiedzeniu zarządu rodziny Victoria spojrzała na Alejandra z lodowatą pogardą. „Pozwoliłeś tej kobiecie zrazić się do swojej krwi”.
Alejandro spojrzał w stronę szklanej ściany, za którą na korytarzu czekała Valerie ubrana w prostą czarną sukienkę i trzymająca w ręku papierowy kubek z kawą.
„Nie” – powiedział. „Przypomniała mi, że krew nie powinna być smyczą”.
Twarz Victorii stężała. „Pożałujesz tego”.
Alejandro skinął głową ze smutkiem. „Już żałuję wielu rzeczy. Wybór jej nie jest jedną z nich”.
Po raz pierwszy w życiu pozbawił matkę władzy, nie prosząc jej o akceptację człowieka, którym się stał.
Adopcyjna matka Valerie szybko wyzdrowiała. Marco rozpoczął leczenie uzależnienia od hazardu, finansowane przez Alejandro, ale kontrolowane przez Valerie, która boleśnie dała do zrozumienia, że pomoc to nie to samo, co ratunek. Stary stragan z owocami morza został ponownie otwarty z nową lodówką, odpowiednimi pozwoleniami i kolejką klientów, którzy słyszeli plotki, że żona milionera nadal pojawia się tu rano, żeby kłócić się o ceny krewetek.
Valerie nie wróciła, bo potrzebowała pieniędzy.
Wróciła, bo potrzebowała sobie przypomnieć.
Pewnego ranka Alejandro znalazł ją tam, ubraną w gumowe buty i śmiejącą się z Marisol, podczas gdy one czyściły lucjany.
Oparł się o blat. „Zawsze wyglądasz tak szczęśliwie, trzymając nóż w ręku?”
Valerie uniosła ostrze. „Zależy, kto przychodzi.”
Marisol się zaśmiała. „Uważaj, panie miliarderze. Wolała cię, kiedy chowałeś się za rybą”.
Alejandro się uśmiechnął. „Ja też, tak naprawdę”.
Valerie spojrzała na niego i coś miękkiego przeszło między nimi.
Termin ich rocznego kontraktu zbliżał się niepostrzeżenie.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE