CZĘŚĆ 2: Posadziłam Marianę na krześle, włożyłam jej szklankę wody w dłonie i uklęknęłam przed nią.
„Opowiedz mi wszystko”.
Pokręciła głową.
„Wyglądasz na zmęczoną”.
„Nigdy nie będę zbyt zmęczona, żeby cię wysłuchać”.
Jej usta zadrżały. Potem zaczęła mówić.
Moja mama i siostry wprowadziły się do nas, ponieważ wygasła umowa najmu Doñi Elviry w Azcapotzalco. Według niej miały to być tylko trzy tygodnie, „podczas gdy ja znajdę coś przyzwoitego”.
Trzy tygodnie zamieniły się w cztery miesiące.
Na początku Mariana robiła to, co zawsze: witała wszystkich ciepłym jedzeniem i delikatnym uśmiechem. Prała dodatkowe ręczniki, robiła śniadania, oddawała miejsce w szafie, a nawet pozwalała moim siostrom używać swoich balsamów, sukienek i prostownicy do włosów.
Potem zaczęły się komentarze.
„Jesteś w domu cały dzień”.
„Daniel za wszystko płaci”.
„Dobra żona nie narzeka”. „Dawniej kobiety rodziły, a następnego dnia już mieliły nixtamal”. Mariana uciszała je z całych sił. Posprzątała przed moim przyjściem, żebym nie widziała bałaganu. Trzymała łzy w łazience. Powiedziała mi, że „wszystko w porządku”, bo wiedziała, że wracam wyczerpana i nie chciała stawać między nią a moją matką.
Ale tej nocy nie mogła dokończyć.
Jej ciało odmówiło posłuszeństwa.
„Jest coś jeszcze” – powiedziała niemal bezgłośnie.
Zamarłam.
„Trzy tygodnie temu miałam silny ból. Jakby skurcze. Twoja matka tu była. Prosiłam ją, żeby mnie zawiozła do szpitala”.
Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.
„Co?” Mariana ścisnęła szklankę.
„Powiedziała mi, żebym nie robiła scen. Że jeśli do ciebie zadzwoni, stracisz premię za dodatkową zmianę. Paola powiedziała, że to pewnie dlatego, że nie chcę sprzątać. Brenda się roześmiała. Karla powiedziała mi, że produktywna kobieta w ciąży nie marnuje czasu na szukanie uwagi”.
Wstałam powoli. „Zabrali cię do lekarza?” Mariana pokręciła głową.
„Następnego dnia pojechałam sama autobusem, z opuchniętymi stopami. Lekarz powiedział, że muszę więcej odpoczywać. Ten stres może wywołać poród”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE