Vanessa warknęła: „Jestem jej matką”.
Adrian kazał pielęgniarce wyjść, ale została. To był jego pierwszy błąd.
Drugim było rzucenie teczki na moje łóżko.
Trzecim było to, że pomyślał, że jestem zbyt złamana, żeby ją przeczytać.
Podpis był podobny do mojego, ale data pochodziła z weekendu, który spędziłam w Bostonie. Pieczęć notarialna należała do Nevady. Wpisana kwota – dwieście tysięcy dolarów – nigdy nie trafiła na żadne moje konto.
Przestałam walczyć.
Adrian wziął moje milczenie za poddanie się. „Ochrona wyprowadzi panią po wypisaniu ze szpitala. Umowa najmu mieszkania została anulowana. Pani karty są już zablokowane”.
Celeste się uśmiechnęła. „Nie ma męża. Nie ma dziecka. Nie ma pieniędzy”.
Spojrzałam na czerwoną, wściekłą buźkę Lily i zmusiłam się do oddechu.
„Czy mogę ją jeszcze raz przytulić?” – zapytałam.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE