Maria chciała po prostu przewietrzyć głowę spacerem po mieście. Zamiast tego znalazła się w zrujnowanym domu, gdzie w pokoju na piętrze czekały na nią setki lalek i tajemnica.
Mam 32 lata, jestem singielką i szczerze mówiąc, moje życie jest dość spokojne.
Tak je kiedyś opisywałam, gdy ludzie mnie pytali.
„Cisza” brzmiała lepiej niż „samotność”.
„Cisza” brzmiała jak wybór, jakbym celowo zbudowała sobie spokojne życie, a nie po prostu skończyła w ten sposób po latach drobnych rozczarowań, straconych szans i przyjaźni, które rozpłynęły się wraz z grzecznymi urodzinowymi wiadomościami.
Mam na imię Maria i prawie każdego popołudnia chodzę na długie spacery po mieście, żeby przewietrzyć głowę.
Zaczęłam to robić po zakończeniu mojego ostatniego związku. Na początku chodziłam tylko wokół bloku, bo nie mogłam znieść siedzenia w mieszkaniu.
Każdy kąt przypominał mi kogoś, kto już nie dzwonił, kto nie zostawiał szczoteczki do zębów przy zlewie i kto nie pytał, jak mi minął dzień.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE