Świat teatru pogrążył się w żałobie.
Ben Lewis, gwiazda West Endu, najbardziej znana z ról w „Upiorze w operze” Andrew Lloyda Webbera i „Miłość nigdy nie umiera”.
Australijski aktor zmarł w wieku 46 lat po walce z rakiem jelita grubego.
„Jeden z największych”
Smutną nowinę opublikował na Instagramie w poniedziałek, 6 października, jego przyjaciel i australijski prezenter telewizyjny Todd Woodbridge, który opisał Lewisa jako „jednego z największych”.
„Ben był gwiazdą sceny jako Upiór… w „Upiorze w operze” na West Endzie” – napisał Woodbridge. „A co najważniejsze, był wspaniałym człowiekiem: zabawnym, troskliwym i wspaniałym mentorem dla wszystkich, z którymi pracował”.
GoFundMe
Woodbridge wspominała wspólnie spędzony czas, mówiąc: „Mam tak wiele miłych wspomnień z naszych wspólnych wakacji w Szkocji, wizyt w garderobie w Teatrze Jej Królewskiej Mości w Londynie i naszego pobytu na Wimbledonie”. Zakończyła: „Dziś przesyłamy wyrazy miłości całej rodzinie”.
Diagnoza w 2024 roku
U Lewisa zdiagnozowano raka jelita grubego w lutym 2024 roku, który uznano za nieuleczalny, jak wynika ze strony GoFundMe utworzonej w celu wsparcia jego rodziny.
Po przejściu poważnej operacji usunięcia guza pierwotnego, rozpoczął intensywną chemioterapię. Pomimo jego determinacji i odporności, rak był agresywny i oporny na leczenie.
W kwietniu badania wykazały, że guzy rozprzestrzeniły się na wątrobę, płuca i miednicę; były zbyt liczne, aby można je było usunąć chirurgicznie lub poddać radioterapii.
Urodzony w londyńskiej rodzinie śpiewaków operowych z klasycznym wykształceniem, Ben studiował śpiew w Royal College of Music w Londynie oraz w Western Australian Academy of Performing Arts. Wczesną karierę zawodową rozpoczął występami w spektaklach Urinetown w Sydney, A Little Night Music i Priscilla, Queen of the Desert.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE