Żartowałbym z nią, mówiąc, jak piękna wciąż jest.
Zamiast tego siedziałem tam, wpatrując się w dowody niemal czterdziestu lat cierpienia.
A w mojej głowie wciąż powracało jedno pytanie:
Gdzie ja byłem?
Oczywiście, było to nieracjonalne.
Miałem przecież własne życie. Własne małżeństwo. Dzieci. Obowiązki.
A jednak czułem, że zawiodłem tę siedemnastolatkę – tę, której kiedyś obiecałem, że zawsze będę jej bronił.
– Gdyby twoi rodzice nas nie rozdzielili… – szepnąłem.
Anna
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE