Notariusz otworzył ją powoli, jakby czekał, aż się uspokoję. Ale ja byłam spokojna. Myślałam, że już nic mnie nie zaskoczy. Stanisław nie żył od trzech tygodni. Pogrzeb odbyty, formalności w toku, wdowieństwo przyjęte jak nowy płaszcz na zmianę pogody. A potem notariusz przeczytał ostatni punkt testamentu i świat na chwilę stanął.
Raz w roku, czternastego lutego, zapalić znicz na grobie w Łowiczu, kwatera B, rząd trzeci, miejsce dwunaste.
Spojrzałam na notariusza. On na mnie. Chciałam zapytać, czy to żart, ale wiedziałam, że Stanisław nigdy nie żartował w sprawach urzędowych. Notariusz wyjaśnił sucho, że polecenie testamentowe nie jest prawnie wiążące w sensie egzekucji, ale stanowi wyraz woli zmarłego. Pokiwałam głową, jakbym rozumiała. Nie rozumiałam nic.
Nie znałam nikogo w Łowiczu. Nigdy tam nie byliśmy. W trzydziestu pięciu latach małżeństwa Stanisław ani razu nie wymienił tego miasta. Nie mieliśmy tam rodziny, znajomych, nikogo. A mimo to mój mąż – ten sam człowiek, który co niedzielę czyścił rynnę i co czwartek kupował mi goździki na targowisku – chciał, żebym jeździła do Łowicza z zapalonym zniczem. Czternastego lutego. W walentynki.
Wracałam z kancelarii autobusem, bo nie prowadzę. Płock o tej porze dnia był szary i mokry, ludzie wchodzili i wychodzili na przystankach, a ja siedziałam z tą kopertą na kolanach i powtarzałam w głowie: kwatera B, rząd trzeci, miejsce dwunaste. Brzmiało jak szyfr. Jak ostatnia wiadomość od człowieka, z którym dzieliłam łóżko, łazienkę i niedzielny obiad przez ponad pół życia.
Córka Magda powiedziała wieczorem, że to pewnie grób jakiegoś kolegi z wojska.
– Tato służył pod Łowiczem, nie? – zapytała, mieszając herbatę. – Może kumpel z jednostki.
– Tata służył pod Skierniewicami – poprawiłam ją. – A poza tym, od kiedy kumpel z wojska dostaje znicz czternastego lutego?
Magda wzruszyła ramionami. Dwadzieścia dziewięć lat, swoje życie w Warszawie, mąż, roczne dziecko. Nie miała czasu na zagadki zmarłego ojca. Ja miałam go teraz aż nadto.
Zaczęłam od szuflad. Trzy dni przeszukiwałam mieszkanie centymetr po centymetrze. Szafka nocna Stanisława: zegarek, tabletki na ciśnienie, notes z numerami telefonów, z których połowa pewnie już nie działała.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE