Oczy dziewczyny były szeroko otwarte, ale jej wzrok nie był skierowany w sufit. Jej powieki były tak mocno zaciśnięte, że widoczne były tylko zaczerwienione białka oczu. Zacisnęła szczękę tak mocno, że krew zaczęła sączyć się z dziąseł, spływając po bladym policzku.
Ale najbardziej przerażający był widok jej brzucha.
Gdy drgawki wstrząsały jej drobnym ciałem, masa pod skórą zaczęła się poruszać. Nie był to przelotny skurcz brzucha, ale rytmiczny, falujący ruch, zaczynający się po lewej stronie klatki piersiowej i schodzący do miednicy, niczym gęsta ciecz gwałtownie wirująca w skórzanym woreczku.
„Spójrz na ten brzuch!” wykrzyknął jeden ze stażystów, cofając się o krok z odruchową odrazą. „Panie doktorze, coś próbuje rozerwać jej ścianę brzucha!”
„Powstrzymaj ją!” krzyknęła Cassandra. „Wezwij karetkę!” Jej serce przechodzi w częstoskurcz nadkomorowy; tętno wynosi 210, 220!
Tomasz nie wahał się. Zrobił krok naprzód i ujął małe, lodowate dłonie Lili. Były sztywne, jej palce zaciśnięte jak szpony. Gdy je trzymał, zalała go fala wspomnień: wspomnienia jego córki Eleny, którą trzymał w tym samym szpitalu, czując, jak życie ulatnia się z niej niczym piasek w klepsydrze.
„Lili!” – ryknął Tomás, przekrzykując hałas monitorów. „Lili, posłuchaj mnie! Jesteś bezpieczna! Policja jest tutaj! Lekarze są tutaj! Nie pozwól im ujść z tym na sucho!”
Czy to jego głos, czy silna dawka środków uspokajających w końcu zadziałała, drgawki nagle ustały. Ciało Lili opadło całkowicie na poduszki. Przerażające ruchy pod skórą ustały, a ciało rozluźniło się, tworząc rodzaj sztywnej, spuchniętej kopuły.
Monitory stopniowo zwalniały, a ich gorączkowe pikanie stawało się napiętym, niestabilnym rytmem.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE