Obiecano mi pensję w wysokości 5 milionów rocznie za wyjazd do Francji. W pierwszym miesiącu zapłacili mi 2000 dolarów… więc jeszcze tej samej nocy zniknąłem.

14. LEO
Sześć miesięcy później Leo również odszedł z firmy.

Zanim to zrobił, zadzwonił do mnie.

– Chyba się zwolnię.

– Dlaczego?

– Obserwując ciebie, czegoś się nauczyłem.

Czekałem.

– Przez dwa lata uważałem, że powinienem być wdzięczny za samą możliwość pracy tam. Nawet wtedy, gdy płacili mi mniej niż innym i zrzucali na mnie swoje problemy.

Zaśmiał się.

– Kiedy odchodziłeś, myślałem, że zwariowałeś.

– Pewnie trochę tak było.

– Nie. Byłeś jedyną rozsądną osobą w całym towarzystwie.

Leo dostał pracę w firmie technologicznej w Lyonie.

Lepsze zarobki.

Lepsze stanowisko.

Kilka miesięcy później współpracowaliśmy przy pewnym niewielkim projekcie.

Tym razem to ja byłem głównym konsultantem.

On odpowiadał za integrację.

Po zakończeniu pierwszego spotkania napisał do mnie:

„Zdajesz sobie sprawę? Rok temu Pierre krzyczał na nas obu”.

Odpowiedziałem:

„A teraz nikt na nas nie krzyczy”.

„Tak mi się bardziej podoba”.

„Mnie też”.

15. Jaka była tego prawdziwa cena
Czasami, gdy opowiadam tę historię, ludzie skupiają się na tych przyjemnych momentach.

Firma zaoferowała mi fortunę.

Próbowali płacić mi jak stażyście.

Odszedłem.

Fabryka upadła.

W desperacji do mnie zadzwonili.

Wróciłem jako konsultant i zażądałem znacznie wyższej stawki.

Wygląda to na idealną historię o zemście.

Ale przeżywanie tego wcale nie było przyjemne.

Podczas tego pierwszego miesiąca we Francji doprowadziłem się do granic wytrzymałości.

Chciałem udowodnić, że zasługuję na to miejsce.

Każde pełne wątpliwości spojrzenie sprawiało, że pracowałem godzinę dłużej.

Każda protekcjonalna uwaga motywowała mnie do rozwiązania kolejnego problemu.

Spałem po cztery godziny na dobę, bo myślałem, że jeśli będę wyjątkowy, nikt nie będzie mnie traktował jak kogoś gorszego.

Myliłem się.

Są ludzie, którzy nie szanują twojego talentu tylko dlatego, że go prezentujesz.

Po prostu próbują go bardziej wykorzystać.

A jeśli raz pozwolisz na brak szacunku, kolejny raz nadejdzie szybciej.

Moim prawdziwym błędem nie było podpisanie umowy, której do końca nie rozumiałem. Mój prawdziwy błąd polegał na wierze, że wdzięczność firmy może zastąpić konkretne gwarancje.

Gdy Pierre mówił:

„Jesteśmy rodziną”.

Pracowałem do drugiej w nocy.

Gdy mówił:

„Całkowicie ci ufamy”.

Nie prosiłem o pisemne potwierdzenie.

Gdy mówił:

„Nie trać czasu na formalności”.

Podpisywałem.

Od tamtej pory kieruję się zasadą:

Im bardziej ktoś przekonuje cię, że nie musisz czegoś czytać, tym wolniej powinieneś to czytać.

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *