Ale Igor już nie był pewny siebie. Patrzył na mnie, jakby widział mnie pierwszy raz.
— Waleria… to tylko Wielkanoc…
— Nie — przerwałam mu. — To było moje życie przez trzy lata.
Po kilku minutach w mieszkaniu zostały tylko niedojedzone potrawy, rozsypane serwetki i cisza, która wreszcie należała do mnie.
Drzwi zamknęły się za ostatnią osobą.
Igor został jeszcze chwilę.
— Naprawdę przesadzasz — powiedział już ciszej.
Spojrzałam na niego zmęczona, ale spokojna.
— Nie. Wreszcie przestałam.
Poszedł za nimi bez kolejnego słowa.
Zostałam sama.
Usiadłam przy stole. Wzięłam kromkę chleba, którego nikt wcześniej nie zdążył zjeść.
I po raz pierwszy tego dnia zjadłam w ciszy, która nie bolała.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE