Na wielkanocnej kolacji z dwudziestoma gośćmi teściowa, będąc w siódmym miesiącu ciąży, nagle przycisnęła moją twarz prosto do talerza.

Ktoś przy stole zakaszlał. Ktoś odsunął krzesło.

Teściowa prychnęła.

— Przesadzasz. W rodzinie trzeba mieć zasady.

Spojrzałam na nią.

— Zasady? W siódmym miesiącu ciąży pracuję tu od rana, w swoim mieszkaniu, które sama spłacam, i nawet nie mam prawa usiąść bez upokorzenia?

Igor zrobił krok w moją stronę.

— Uspokój się.

To było to zdanie.

Nie krzyk. Nie obrona. Tylko rozkaz.

I wtedy po raz pierwszy nie ustąpiłam.

— Nie — powiedziałam.

Podniosłam telefon ze stołu.

— Co robisz? — zapytał szybko.

— Dzwonię po taksówkę dla twojej rodziny.

Wybuchła wrzawa.

— Zwariowałaś?
— W ciąży ci się coś pomieszało!
— Igor, zrób coś!

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *