Ktoś przy stole zakaszlał. Ktoś odsunął krzesło.
Teściowa prychnęła.
— Przesadzasz. W rodzinie trzeba mieć zasady.
Spojrzałam na nią.
— Zasady? W siódmym miesiącu ciąży pracuję tu od rana, w swoim mieszkaniu, które sama spłacam, i nawet nie mam prawa usiąść bez upokorzenia?
Igor zrobił krok w moją stronę.
— Uspokój się.
To było to zdanie.
Nie krzyk. Nie obrona. Tylko rozkaz.
I wtedy po raz pierwszy nie ustąpiłam.
— Nie — powiedziałam.
Podniosłam telefon ze stołu.
— Co robisz? — zapytał szybko.
— Dzwonię po taksówkę dla twojej rodziny.
Wybuchła wrzawa.
— Zwariowałaś?
— W ciąży ci się coś pomieszało!
— Igor, zrób coś!
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE