Część 2: Pierwsza podeszła moja mama.
„Valeria, idź do łazienki i się umyj. Niszczysz zdjęcia”.
To wszystko.
Nie zapytała, czy wszystko w porządku.
Nie zganiła mojego ojca.
Myślała tylko o zdjęciach.
„Nic mi nie jest”.
Renata podeszła za nią.
„Proszę, nie rób sceny na moim ślubie”.
Spojrzałam na nią.
„Nie rozlałam wina”.
„Tata tylko żartował”.
„Jasne”.
Mój ojciec podsłuchał.
„Dokładnie. Naucz się żartować”.
Kilka osób wciąż nam się przyglądało.
Potem przy wejściu rozległ się szmer.
Ogromne drzwi sali się otworzyły.
Weszło czterech mężczyzn w ciemnych garniturach.
Nie wyglądali na gości.
Dwóch stało przy drzwiach.
Inny dyskretnie przeszukał hol.
Czwarta osoba mówiła do słuchawki.
Ludzie zaczęli się odwracać.
Nicolás przestał się uśmiechać.
Jego ojciec, Ernesto Alcázar, wstał.
Potem wszedł Santiago.
Ciemnoniebieski garnitur.
Biała koszula.
Bez krawata.
Podróżował godzinami, a mimo to chodził, jakby hotel należał do niego.
Widziałem, jak Ernesto zbladł.
„Czy to nie Santiago Valdés?”
Nicolás natychmiast się odwrócił.
„Co?”
„Valdés Global.”
Kolejna osoba wstała.
Ktoś dyskretnie wyjął telefon.
Mój ojciec zerknął w stronę wejścia.
Nie rozpoznał Santiago.
Ernesto rozpoznał.
Prawie przebiegł przez pokój.
„Panie Valdés.”
Wyciągnął obie ręce.
„Co za niespodzianka. Nie wiedziałem, że tu będziesz. Ernesto Alcázar. Próbowaliśmy umówić się na spotkanie z twoim zespołem”.
Santiago nawet się nie zatrzymał.
Przeszedł tuż obok niego.
Wpatrywał się we mnie.
Zatrzymał się, gdy zobaczył moją sukienkę.
Zacisnął szczękę.
Podszedł do mnie i zapytał cicho:
„Kto to zrobił?”
„Później”.
Zdjął marynarkę i zarzucił mi ją na ramiona.
Potem delikatnie pocałował mnie w czoło.
„Przepraszam za spóźnienie, kochanie”.
Cisza była ogłuszająca.
Moja mama otworzyła usta ze zdumienia.
Renata upuściła szklankę.
Ojciec zmarszczył brwi.
„Kochanie?”
Santiago objął mnie w talii.
„Dobranoc”.
Ojciec zmierzył go wzrokiem od góry do dołu.
„Kim jesteś?”
Ernesto Alcázar zamknął oczy.
Wydawał się chcieć zniknąć.
Santiago odpowiedział:
„Santiago Valdés”.
Ojciec potrzebował kilku sekund, żeby zrozumieć.
Kiedy w końcu rozpoznał nazwisko, zbladł.
Santiago kontynuował:
„A ja jestem mężem Valerii”.
Mama nerwowo się zaśmiała.
„To niemożliwe”.
Nikt nie odpowiedział.
„Valeria nie jest mężatką”.
Santiago uniósł lewą rękę.
Potem wziął moją.
Nasze obrączki były identyczne.
„Jesteśmy małżeństwem od dwóch lat”.
Renata wpatrywała się we mnie szeroko otwartymi oczami.
„Dwa lata?”
„Tak”.
„I nic nie powiedziałeś?”
„Nie pytałeś”.
Mój ojciec najwyraźniej zupełnie zapomniał o winie.
„Valeria, to absurd. Po co ukrywać coś takiego?”
Spojrzałam na niego.
„Bo chciałam wiedzieć, jak mnie potraktują, kiedy pomyślą, że nic im nie zaoferuję”.
Jego twarz stężała.
Ale zanim zdążyłam odpowiedzieć, Ernesto Alcázar zrobił krok w stronę Santiago.
„Panie Valdés, wiem, że to może nie jest odpowiedni moment, ale nasza wizyta kontrolna w poniedziałek jest nadal zaplanowana, prawda?”
Renata zwróciła się do teścia.
„Jaka operacja?”
Nicolás spuścił wzrok.
I wtedy wyszła na jaw druga tajemnica tamtej nocy.
Rodzina multimilionerów, którą moja siostra uważała za żonę, od miesięcy desperacko próbowała uniknąć bankructwa.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE