***
W chwili, gdy tego popołudnia przekroczyłam próg domu, wiedziałam, że coś jest nie tak.
W domu było zbyt cicho, w sposób, który mi się nie podobał.
Wtedy ją zobaczyłam.
Diane siedziała przy moim kuchennym stole, trzymając w dłoniach jeden z moich porządnych kubków, a walizka stała równo przy schodach.
Jillian i Laurence malowali na dywanie obok niej, pochylając głowy nad papierami.
Niani nie było śladu.
Wtedy ją zobaczyłam.
„Gdzie jest Isabella?” zapytałam, nie mówiąc „cześć”.
„Andrea, kochanie, jesteś już w domu?” powiedziała Diane słodko. „Och, odesłałam ją do domu. Użyłam klucza awaryjnego. Pomyślałam, że zrobię wszystkim niespodziankę i zostanę na kilka dni. Nie masz nic przeciwko?”
Udało mi się uśmiechnąć. Nie wiem jak.
„Mamo, patrz, narysowałam tęczowego konia” – powiedziała Jillian, unosząc papier.
„Gdzie jest Isabella?”
„Pięknie, kochanie” – powiedziałam, już rozglądając się po pokoju.
Coś mnie dręczyło.
Frankie nie wyszła, żeby mnie powitać. Nie była…
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE