CZĘŚĆ 1
„Jeśli tak ci się spieszy do porodu, wezwij Ubera, Paulino. Nie będziemy dziś psuć zaręczyn twojej siostry”.
Paulina Robles poczuła, że słowa ojca bolą bardziej niż skurcze, które rozdzierały jej plecy. Stała przy stole w jadalni w domu rodzinnym w Guadalajarze, jasnoniebieska sukienka opinała jej nogi, jedną ręką ściskając 37-tygodniowy brzuch, a drugą opierając się o oparcie krzesła, żeby nie upaść.
Na stole wciąż stały talerze z eleganckimi birriami, kieliszki do wina, białe kwiaty i taca z deserami, które jej matka specjalnie zamówiła dla Renaty, jej młodszej siostry. Tego wieczoru miały rozmawiać o ślubie. O miejscu w Zapopan. O sukni. O liście gości. O wszystkim, co, według jej matki, „wreszcie postawi rodzinę na wysokim poziomie”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE