Płakałam jeszcze bardziej.
„Czego tym razem chciała?”
„W kółko to samo. »Wpadam tylko na chwilę do wnuków«”.
Powoli wypuściłam powietrze.
***
Moja teściowa, Diane, miała zwyczaj zamieniać wizytę w inspekcję, a Frankie zawsze był jej pierwszym celem.
„Nieładnie śmierdzi. Wypada mu sierść. Nie chcę, żeby to zwierzę zbliżało się do moich wnuków” – powiedziała mi kiedyś, powtarzając to bez przerwy tuż przy Frankiem, jakby jej nie słyszał.
„Czego chciała tym razem?”
A potem było to popołudnie, kiedy Diane uderzyła go torebką, żeby go odstraszyć.
Kenny był bardzo cichy, a potem stał się bardzo bezpośredni.
„Mamo, od teraz będziesz przychodzić, kiedy cię zaprosimy. Nie wcześniej”.
Mojej teściowej się to nie spodobało. Powiedziała: „Dobrze. Skoro tego chcą”.
Chciałam jej wierzyć.
Kenny był bardzo cichy.
***
Kenny wytarł ręce szmatką i spojrzał na Frankiego, który zwinął się w kłębek na łóżku przy tylnych drzwiach.
„Wygląda dziś na zmęczonego” – powiedział.
„Przeszedł ze mną dziś rano całą drogę. Nawet przywitał się z panią Alvarez”.
„Ta kobieta adoptowałaby go bez wahania”.
„Już się zaoferowała” – zaśmiałam się. „Dwa razy!”
Mój mąż roześmiał się z oferty sąsiadki.
„Wygląda dziś na zmęczonego”.
Chwyciłam torebkę z lady i spojrzałam na zegarek. Pralnia chemiczna zamykała się o 16:00, a ja musiałam jeszcze wpaść do apteki po krople na alergię dla Laurence’a.
„Wychodzę tylko na chwilę. Najwyżej dwadzieścia minut. Możesz się wszystkim zająć?”
„Zawsze” – powiedział Kenny. „Prowadź ostrożnie”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE