Po ceremonii awansu znalazłem na kominku moje zdjęcie rezydenta. Byłem sam w białym fartuchu, uśmiechając się pomimo pustych miejsc za aparatem. Testy na ojcostwo.
Daniel dotknął mojej dłoni. „Czy nadal boli?”
„Czasami”.
Za oknem rzeka odbijała jasne światła miasta.
Myślałem, że zemsta oznacza sprawienie, by poczuli porzucenie, którego mnie doznali. Myliłem się.
Zemsta stawała się czymś, czego nie mogli już wymazać.
Odwróciłem zdjęcie w stronę domu, który zbudowaliśmy, zgasiłem światło i poszedłem z Danielem w stronę naszej przyszłości.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE