Znacznie więcej, niż się spodziewałam.
Wyciągnęła grubą teczkę.
„Firmy, w których widniejesz jako wspólnik, zbankrutowały lata temu… ale nadal przelewają miliony pesos miesięcznie”.
Rubén zbladł.
„Nie wiesz, o czym mówisz”.
„Odkryłam też, że co najmniej sześć starszych osób podpisało pełnomocnictwa, zanim straciło cały swój majątek”.
Poczułam dreszcz na plecach.
Ten rodzaj oszustwa był powszechnie znany.
Przekonywanie bezbronnych osób do podpisywania dokumentów, a następnie zabieranie im domów.
Ale wtedy Valeria powiedziała coś, co sprawiło, że Mariana się rozpłakała.
„Mariana… twoje nazwisko widnieje jako przedstawiciela prawnego w trzech z tych firm”.
Jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.
„Co?”
„Ktoś podrobił twój podpis… albo podstępem zmusił cię do podpisania dokumentów, wmawiając ci, że to coś innego”.
Mariana zaczęła drżeć.
„Rubén… mówiłeś, że to dokumenty ubezpieczeniowe ciężarówki…”
Nikt się nie odezwał.
Rubén powoli spuścił wzrok.
I ta cisza potwierdziła wszystko.
W tym momencie zadzwonił telefon Valerii.
Słuchała tylko przez kilka sekund, zanim spojrzała na mnie uważnie.
„Arturo…”
„Co się stało?”
„Właśnie przejrzeli nagranie z kamery monitoringu w kancelarii notarialnej”.
Przełknęła ślinę.
„Jest nagranie, na którym Rubén i Esteban najwyraźniej zmuszają osiemdziesięciodwuletniego mężczyznę do podpisania umowy sprzedaży domu… trzy dni przed zniknięciem tego mężczyzny”.
Cały dziedziniec zamarł.
Ale najgorsze miało dopiero nadejść.
Bo właśnie gdy wszyscy patrzyliśmy na Rubéna, telefon Estebana zawibrował na stole.
Na ekranie pojawiła się wiadomość.
„Nie wracaj do magazynu. Policja już znalazła akta… i świadka”.
Ciąg dalszy nastąpi…
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE