Mój narzeczony żartobliwie wrzucił mnie do basenu podczas sesji zdjęciowej na naszym ślubie – reakcja mojego taty zaskoczyła wszystkich

I w dniu ślubu rzeczywiście tak było.

Ceremonia była dokładnie taka, o jakiej marzyłam, nie śmiejąc nawet powiedzieć tego na głos. Muzyka łagodziła atmosferę. Promienie słońca padały na nawę, jakby zostały tam starannie ułożone. Mój welon unosił się za mną, gdy szłam w jego stronę, a serce waliło mi tak mocno, że myślałam, że wszyscy go słyszą.

Kiedy składaliśmy przysięgę, płakał. Prawdziwymi łzami. Jego głos drżał, gdy mówił, że mnie kocha. Trzymał moje dłonie, jakby były najcenniejszą rzeczą, jakiej kiedykolwiek dotknął.

Ludzie się uśmiechali. Ludzie pociągali nosem. Ktoś szepnął: „Są razem idealni”.

Poczułam się bezpiecznie.

Po raz pierwszy od dawna czułam się całkowicie bezpiecznie.

Potem przeszliśmy do sali weselnej, żeby zrobić zdjęcia. Za ogrodem znajdował się basen – jasnoniebieska woda otoczona kamieniami i kwiatami. Goście krążyli wokół niego, rozmawiając, popijając drinki, czekając na swoją kolej, żeby nam pogratulować.

Fotograf poprosił o kilka romantycznych zdjęć przy basenie. Nie przywiązywałam do tego wagi. Basen był częścią krajobrazu, tak jak drzewa, światła i kwiaty. Coś pięknego za nami, a nie coś niebezpiecznego.

Objął mnie w talii. Fotograf zawołał: „Dobra, zanurzmy się! Jak w kinie”.

Mój narzeczony zaśmiał się cicho i przyciągnął mnie bliżej. Jego dłonie były ciepłe i pewne.

Potem pochylił się, na tyle blisko, że tylko ja mogłam go usłyszeć ponad małym tłumem i pstrykaniem aparatu.

„Ufasz mi, prawda?”

Uśmiechnęłam się automatycznie.

Bo czemu miałabym nie ufać?

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *