Lupita otworzyła drzwi i oniemiała, widząc Arturo Rivasa schodzącego po schodach w ciemnym garniturze, długim płaszczu i z tą spokojną aurą mężczyzny, który nie musi podnosić głosu, by nakazać posłuszeństwo w całym pokoju.
Mariana powoli schodziła po schodach.
Ojciec zobaczył ją w niebieskiej sukience, z bladą twarzą i pustymi rękami, bez naszyjnika, bez kierowcy, bez ochroniarzy, bez niczego, co jej obiecał, kiedy postanowiła „żyć normalnie”.
Przez trzy lata Arturo szanował jej granice. Nie dzwonił do Diego, żeby go zastraszyć. Nie wysyłał prawników. Nie śledził każdego ruchu zięcia, choć nigdy nie brakowało mu chęci.
Mariana prosiła o przestrzeń.
A on, z ciężkim sercem, jej ją dał.
Teraz rozłożył ramiona.
Podeszła do niego i oparła czoło o jego pierś.
„Przepraszam” – wyszeptała.
Arturo pogłaskał ją po włosach.
„Córka nie przeprasza za powrót do domu”.
Lupita zakryła usta dłonią.
„Czy jesteś ojcem tej kobiety?”
Arturo odwrócił się do niej.
„Tak. I wygląda na to, że byłeś dla Mariany bardziej jak rodzina niż wielu w tym domu”.
Kobieta spuściła wzrok, a jej oczy napełniły się łzami.
Mariana nie mogła znieść tego widoku. Zbyt mocno bolało ją, gdy zdawała sobie sprawę, ile osób było świadkami jej smutku, zanim sama go doświadczyła.
W samochodzie, w drodze do Santa Fe, Arturo opowiedział, co jego zespół odkrył tego samego popołudnia. TecnoSalud Santillán wnioskował o 180 milionów pesos na rozszerzenie produkcji urządzenia do monitorowania pracy serca. Projekt był obiecujący, ale w księgach rachunkowych były luki.
Podwójne płatności. Niepozorni konsultanci. Wydatki osobiste podszywające się pod badania. Przelewy do firmy powiązanej z bratem Valerii.
„Chciałeś anulować inwestycję?” zapytała Mariana.
„Miałam skonsultować się z zarządem przed podjęciem decyzji. Ale teraz jest coś poważniejszego”.
„Co?”
Arturo podał jej teczkę.
Na pierwszej stronie znajdowała się kopia wewnętrznego dokumentu TecnoSalud. Mariana była wymieniona jako „cichy doradca finansowy” i rzekomo nieformalny pośrednik w Grupo Armenta Capital.
Przeczytała jej nazwisko dwa razy.
„Nigdy tego nie podpisałam”.
„Wiem”.
„Diego sfałszował mój podpis”.
„Na to wygląda”.
Mariana poczuła, jak upokorzenie przeradza się w coś więcej. Nie była już tylko żoną, którą na gali zastąpiła bardziej atrakcyjna kobieta. Była pionkiem w negocjacjach, o których istnieniu nawet nie wiedziała.
„Tato…”
Arturo wziął ją za rękę.
„Nie będziesz dziś walczyć sama”.
Po przybyciu do hotelu, światła Narodowej Gali Innowacji Medycznych oświetliły wejście, sprawiając wrażenie, że wszystko jest czyste, nowoczesne i nieskazitelne. Aparaty fotograficzne, biznesmeni, lekarze i dziennikarze oczekiwali na przybycie Arturo Rivasa.
Kiedy wysiadł z samochodu, podeszli do niego fotografowie.
„Panie Rivas, czy potwierdza pan inwestycję w TecnoSalud?”
„Czy Grupo Armenta wchodzi w sektor urządzeń kardiologicznych?”
Arturo nie odpowiedział.
Po prostu wyciągnął rękę w stronę Mariany.
Wysiadła z samochodu w granatowej sukience, tej samej, którą Diego uważał za żenującą.
Niektóre kamery zwróciły się w jej stronę. Niektórzy goście rozpoznali ją po podobieństwie do Arturo. Inni widzieli po prostu pogodną kobietę wchodzącą pod rękę z najbardziej oczekiwanym inwestorem wieczoru.
W sali balowej Diego stał przy scenie.
Valeria zaśmiała się obok niego, dotykając diamentowych kolczyków z niemal obraźliwą pewnością siebie. Dłoń Diego lekko spoczęła na jej plecach.
Wtedy Valeria zobaczyła Marianę.
Jej uśmiech zniknął.
Diego podążył za jej wzrokiem.
Widząc ją na ramieniu Arturo Rivasa, stracił kolor na twarzy.
Mariana powoli posuwała się naprzód. Każdy krok zdawał się pozbawiać Diego warstwy władzy.
Przewodniczący rady podszedł z nerwowym uśmiechem.
„Don Arturo, miło cię tu gościć”.
Diego próbował się uspokoić.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE