CZĘŚĆ 2: Czterdzieści minut później przed domem zajechały trzy czarne SUV-y.
Lupita otworzyła drzwi i oniemiała, gdy wysiadł Arturo Rivas, ubrany w ciemny garnitur i długi płaszcz, z tym spokojnym wyrazem twarzy mężczyzny, który nie musi podnosić głosu, by nakazać posłuszeństwo w całym pokoju.
Mariana powoli schodziła po schodach.
Jej ojciec zobaczył ją w niebieskiej sukience, z bladą twarzą i pustymi rękami, bez naszyjnika, bez kierowcy, bez ochroniarzy, bez niczego, co jej zaoferował, gdy postanowiła „żyć normalnie”.
Przez trzy lata Arturo szanował jej granice. Nie dzwonił do Diego, żeby go zastraszyć. Nie wysyłał prawników. Nie śledził każdego ruchu zięcia, choć zawsze miał na to ochotę.
Mariana prosiła o przestrzeń.
A on, z ciężkim sercem, jej ją dał.
Teraz otworzył ramiona.
Podeszła do niego i oparła czoło o jego pierś.
„Przepraszam” – wyszeptała.
Arturo pogłaskał ją po włosach. „Córka nie przeprasza za powrót do domu”.
Lupita zakryła usta dłonią.
„Czy jesteś ojcem tej kobiety?”
Arturo odwrócił się do niej.
„Tak. I wygląda na to, że byłeś dla Mariany bardziej jak rodzina niż wielu w tym domu”.
Kobieta spuściła wzrok, a jej oczy napełniły się łzami.
Mariana nie mogła znieść tego widoku. Zbyt mocno bolało ją, że tak wiele osób widziało jej smutek przed nią.
W samochodzie, w drodze do Santa Fe, Arturo opowiedział, co jego zespół odkrył tego samego popołudnia. TecnoSalud Santillán wnioskował o 180 milionów pesos na rozszerzenie produkcji urządzenia do monitorowania pracy serca. Projekt był obiecujący, ale w rachunkach były luki.
Podwójne płatności. Nieistniejący konsultanci. Wydatki osobiste podszywające się pod badania. Przelewy do firmy powiązanej z bratem Valerii.
„Chciałeś anulować inwestycję?” zapytała Mariana.
„Miałam wysłuchać zarządu przed podjęciem decyzji. Ale teraz jest coś poważniejszego”. „Co?”
Arturo podał jej teczkę.
Na pierwszej stronie znajdowała się kopia wewnętrznego dokumentu TecnoSalud. Mariana była wymieniona jako „cichy doradca finansowy” i rzekomo nieformalny pośrednik w Grupo Armenta Capital.
Przeczytała jej nazwisko dwa razy.
„Nigdy tego nie podpisałam”.
„Wiem”.
„Diego sfałszował mój podpis”.
„Na to wygląda”.
Mariana poczuła, jak upokorzenie przeradza się w coś więcej. Nie była już tylko żoną, którą na gali zastąpiła bardziej atrakcyjna kobieta. Była pionkiem w negocjacjach, o których istnieniu nawet nie wiedziała.
„Tato…”
Arturo wziął ją za rękę.
„Nie będziesz dziś walczyć sama”.
Kiedy dotarli do hotelu, światła Narodowej Gali Innowacji Medycznych oświetliły wejście, sprawiając wrażenie, że wszystko jest czyste, nowoczesne i nieskazitelne. Aparaty fotograficzne, biznesmeni, lekarze i dziennikarze oczekiwali na przybycie Arturo Rivasa.
Kiedy wysiadł z samochodu, podeszli do niego fotografowie.
„Panie Rivas, czy potwierdza pan inwestycję w TecnoSalud?”
„Czy Grupo Armenta wchodzi w sektor urządzeń kardiologicznych?”
Arturo nie odpowiedział.
Wyciągnął po prostu rękę w stronę Mariany.
Wysiadła z samochodu w granatowej sukience, tej samej, którą Diego uznał za żenującą.
Niektóre kamery zwróciły się w jej stronę. Kilku gości rozpoznało ją po podobieństwie do Arturo. Inni widzieli po prostu spokojną kobietę wchodzącą pod rękę z najbardziej oczekiwanym inwestorem wieczoru.
W sali balowej Diego stał przy scenie.
Valeria zaśmiała się obok niego, dotykając diamentowych kolczyków z niemal obraźliwą pewnością siebie. Dłoń Diego lekko spoczęła na jej plecach.
Wtedy Valeria zobaczyła Marianę.
Jej uśmiech zniknął.
Diego podążył za jej wzrokiem.
Widząc ją na ramieniu Arturo Rivasa, zbladł.
Mariana szła naprzód niespiesznie. Każdy krok zdawał się odzierać Diego z mocy.
Przewodniczący rady nadzorczej podszedł z nerwowym uśmiechem. „Don Arturo, miło pana gościć”.
Diego próbował się uspokoić. „Panie Rivas, spodziewaliśmy się pana”.
Arturo spojrzał na niego. „Widzę”.
Diego wyciągnął rękę. Arturo jej nie ujął. Cisza gęstniała.
Valeria udawała, że nie rozumie. „Diego… znasz tę panią?”
Arturo odpowiedział, zanim zdążył. „Powinienem ją znać. To jego żona”.
Zdanie wylądowało na środku sali niczym rozbite szkło.
Przewodniczący rady zwrócił się do Diego.
„Jego żona? Powiedziałeś nam, że jego żona nie uczestniczyła w publicznych wydarzeniach z powodu problemów zdrowotnych”.
Mariana lekko się uśmiechnęła.
„Ciekawe. Powiedział mi, że to dlatego, że moja sukienka go zawstydza”.
Kilka osób odwróciło się, żeby spojrzeć na Diego.
Zacisnął szczękę. „Mariana, to nie to miejsce”.
Spojrzała na kolczyki Valerii.
„Nie. To dokładnie to miejsce. Bo przyprowadziłeś tu inną kobietę z biżuterią opłaconą z mojego konta”.
Valeria przestała dotykać uszu.
I gdy Diego otworzył usta, żeby zaprzeczyć, Arturo uniósł czarną teczkę, którą niósł.
„Zanim cokolwiek ogłosimy, myślę, że rada musi coś usłyszeć”.
Diego zrozumiał wtedy, że nie stracił żony na oczach wszystkich. Miał stracić o wiele więcej.
CZĘŚĆ 1
„Nie reprezentujesz już mojego sukcesu, Mariano. Dziś wieczorem potrzebuję kogoś, kto wygląda, jakby był na moim poziomie”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE