Lydia zasłoniła usta.
Wtedy Maurice spojrzał na mnie.
„I dziś wieczorem zrobiłeś dokładnie to.”
Spojrzenie Lydii powędrowało w moją stronę.
„Ta młoda kobieta to Emma” – powiedział. „Nosi dziecko Jake’a. Twojego wnuka”.
Wszelkie kolory odpłynęły z jej twarzy.
„Nie wiedziałam” – wyszeptała. „Nie wiedziałam, że to ona”.
W końcu przemówiłem.
„Czy to by miało znaczenie?”
Spojrzała na mnie.
„Miesiącami nazywałeś mnie poszukiwaczką złota. Kwestionowałeś ojcostwo mojego dziecka i rozsiewałeś plotki na mój temat, nawet mnie nie poznając”.
„Emma, ja…”
„Obraziłeś mnie, kiedy byłem obcy. Wiedza o tym, kim jestem, nie powinna być ci potrzebna, żebyś traktował mnie jak człowieka”.
Coś w jej wyrazie twarzy się zmieniło.
Przez chwilę Lydia zdawała się być zmuszona przypomnieć sobie siebie z młodości.
„Muszę iść” – wyszeptała.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE