Nie miał kształtu tytoniu. Nie był luźny ani kruchy jak reszta zawartości. Wyglądał raczej na sprasowany, niemal stopiony, jakby w pewnym momencie został wystawiony na działanie ciepła lub ciśnienia. Kolor również od razu rzucał się w oczy – matowa szarość zmieszana z delikatnym zielonkawym odcieniem, zupełnie inna niż typowe ciepłe, brązowe tony suszonego tytoniu. Nawet tekstura wyglądała inaczej. Lekko błyszcząca, niemal lepka, jakby stwardniała, gdy była jeszcze miękka.
Naturalnie, wtedy w mojej głowie zaczęły pojawiać się różne możliwości.
Aby zobaczyć pełną instrukcję gotowania, przejdź na następną stronę lub kliknij przycisk Otwórz (>) i nie zapomnij PODZIELIĆ SIĘ nią ze znajomymi na Facebooku.