„Zdejmij ubrania”. To, co zrobiłem im potem niemieccy żołnierze, jest odrażające…

„I jeszcze więcej. Kogoś, kogo już nie poznaję w lustrze”.

Greti miała zaledwie 23 lata, kiedy została przydzielona do jednostki medycznej Obozu 23. Przed wojną marzyła o zostaniu pielęgniarką pediatryczną, pracy w hamburskim szpitalu i opiece nad dziećmi. Ale wojna zdecydowała inaczej. Teraz spędzała dni, będąc świadkiem tortur. W swoim dzienniku opisuje próby ucieczki myślami. Recytowała wiersze Goethego. Przypominała sobie piosenki z dzieciństwa. Wyobrażała sobie siebie gdzie indziej. Ale to działało tylko w połowie, bo jej ręce wciąż tam były, wciąż trzymała instrumenty. Jej oczy wciąż widziały, a jej obecność, nawet bierna, czyniła z niej współwinną.

Strażnicy starali się chronić za wszelką cenę. Surees ustanowili małe rytuały mentalne, licząc do tysięcy, recytując modlitwy, przypominając sobie twarze dzieci, których mogli już nigdy nie zobaczyć. Inni po prostu tracili przytomność, pogrążając się w stanie bliskiego śmierci emocjonalnego odrętwienia. Ale ciało nie zapomina. Nawet gdy umysł próbuje uciec, ciało rejestruje każdy ból, każde upokorzenie, każde naruszenie. I nigdy nie blaknie.

W lipcu więźniarka, młoda kobieta w wieku około 25 lat, zidentyfikowana jedynie numerem 19, zdołała wyryć wiadomość na ścianie swojej celi za pomocą zardzewiałego gwoździa. Wiadomość brzmiała: „Nazywam się Elizawieta Sokołowa. Ja istnieję”.

Podczas wykopalisk ruin w 1977 roku wiadomość nadal tam była, pokryta mchem, ale czytelna. Została sfotografowana, skatalogowana i dziś jest eksponowana w moskiewskim muzeum, jako część stałej wystawy poświęconej zbrodniom wojennym. Elizawieta była nauczycielką w małej wiosce niedaleko Smoleńska. Została aresztowana za odmowę wydania żydowskiej rodziny, którą ukrywała w jaskini (rodzaju domu żydowskiego). Miała 26 lat. Uwielbiała poezję Puszkina i grała na skrzypcach. Marzyła o podróżach po Europie po wojnie. Nigdy jej się to nie udało. Zmarła w tej celi trzy dni po wyryciu w niej swojego imienia. Ale to imię pozostało i dziś jest wszystkim, co po niej pozostało.

Mimo wszystko Surees przeżyły nie dlatego, że zostały uratowane, ale dlatego, że ich ciała, z jakiegoś nieznanego powodu, wytrzymały dłużej niż pozostałe. Podczas ewakuacji Obozu Medycznego nr 23 zimą 1944 roku, żyło jeszcze 17 kobiet. Przeniesione do innych obozów, zginęły w chaosie końca wojny. Surees zostały wyzwolone przez aliantów w 1945 roku, ale wkrótce potem zmarły, złamane zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Nielicznym udało się wrócić do domów. Ale nigdy nie opowiadały o tym, co przeżyły. Przynajmniej nie publicznie, bo kto by im uwierzył?

Powojenne społeczeństwo sowieckie nie chciało słyszeć o tych okropnościach. Pragnęło uzdrowienia, zapomnienia, zmiany rozdziału. A kobiety, które przeżyły te obozy, nosiły w sobie niesprawiedliwy wstyd, wstyd narzucony przez świat, który preferował ignorancję. Co więcej, za czasów Stalina ocalałe z niemieckich obozów były często uważane za zdrajczynie. Po zesłaniu do NKWD wiele kobiet, które były zmuszane do pracy dla wroga, traciło pracę, trafiało do gułagu lub żyło pod nadzorem. Dlatego zachowywały milczenie. Zakopywały swój dobytek. Próbowały wrócić do normalnego życia, ale blizny nigdy się nie goją. Jamajczycy.

I pytanie, którego nikt nie odważył się zadać: Ile innych podobnych miejsc istniało? Ile kobiet zniknęło w milczeniu? Odpowiedź jest przerażająca. Kiedy siły alianckie wyzwoliły te tereny w latach 1944–1945, tysiące nazistowskich dokumentów zostało przechwyconych, skatalogowanych i zarchiwizowanych. Ale nie wszystko przetrwało. Wiele dokumentów zostało celowo zniszczonych przez samych Niemców przed ich odwrotem. Inne po prostu zniknęły, zagubione w chaosie okresu powojennego. A niektóre zostały celowo zatajone. Ponieważ zawierały prawdy, których nikt – ani alianci, ani władze sowieckie, ani nawet sami Niemcy – nie chciał ujawnić. Wśród zaginionych dokumentów znajdowały się dzienniki Ernsta Völkera. Oficjalnie nigdy ich nie odnaleziono.

Jednak w 1977 roku, dziewięć lat po odkryciu zamkniętej piwnicy dawnej fabryki, monachijski antykwariusz wystawił na sprzedaż zbiór dokumentów historycznych z czasów II wojny światowej. Wśród nich znalazły się trzy zeszyty w czarnych okładkach, pisane ręcznie po niemiecku, zawierające szczegółowe zapisy eksperymentów medycznych przeprowadzonych w latach 1943–1944. Nabywcą był radziecki historyk Nikołaj Morozow, specjalista od zbrodni wojennych pracujący w Moskwie. Już po pierwszych stronach zrozumiał, że trzyma w rękach dokument o charakterze wybuchowym. Zeszyty zawierały skrupulatne zapisy,

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *