– Och, kochani.
Dzieci uwielbiały panią Higgins. Była idealna.
Po raz pierwszy od miesięcy poczułam, że Bóg w końcu o mnie pamięta.
Pewnego wieczoru Mark zrobił mi niespodziankę. – Zarezerwowałem nam wieczór w spa. Tylko jedną noc. Żadnych elektronicznych niań, żadnych zakłóceń.
Pani Higgins nalegała, żebyśmy pojechali. – Oboje wyglądacie na wykończonych. Zasługujecie na odpoczynek. Chłopcy będą bezpieczni. Obiecuję.
Mimo to nie potrafiłam się w pełni zrelaksować.
Tamtego ranka, zanim wyszliśmy, ukradkiem zainstalowałam w salonie kamerę do monitorowania opiekunki.
Pani Higgins nalegała, żebyśmy pojechali.
***
O 20:45, gdy siedzieliśmy z Markiem w białych szlafrokach frotte w strefie relaksu spa, uruchomiłam aplikację.
Chłopcy spali w salonie. Pani Higgins siedziała na kanapie. Nie robiła na drutach ani nie oglądała telewizji. Po prostu tam siedziała. A potem rozejrzała się powoli i ostrożnie.
Przeszedł mnie dreszcz.
Podniosła rękę i zdjęła siwe włosy.
Zdjęła je w całości. To była peruka!
Serce waliło mi o żebra tak mocno, że myślałam, iż zemdleję.
Podniosła rękę i zdjęła siwe włosy.
Pod peruką miała krótkie, ciemne włosy.
– O Boże – szepnęłam.
Pani Higgins wyjęła z kieszeni chusteczkę i zaczęła energicznie przecierać twarz. Zmarszczki się wygładziły, plamy starcze zniknęły, a mały pieprzyk na policzku przestał być widoczny.
Nie wyglądała na sześćdziesiątkę; raczej na kobietę w wieku czterdziestu czy pięćdziesięciu lat.
Widząc moje zdenerwowanie, Mark wyrwał mi telefon z ręki.
– Co to jest? – zapytał ostro.
Zmarszczki się wygładziły, plamy starcze zniknęły.
– Nie wiem.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE