Wpatrywał się w nią.
Jego matka, Evelyn Cross, przeprowadziła rozwód z tą samą zimną krwią i skutecznością, jaką prezentowała na zebraniach zarządu organizacji charytatywnej i spotkaniach towarzyskich. Powiedziała mu, że Lillian potrzebuje przestrzeni. Powiedziała, że romantyczne związki po rozwodzie tylko wprowadzają zamieszanie. Zaproponowała nawet, że cała komunikacja będzie odbywać się za pośrednictwem prawników, aby uniknąć niepotrzebnego bólu.
Whitman zgodził się, bo tak było łatwiej.
Bo był zmęczony.
Bo w głębi duszy pragnął, żeby to Lillian odeszła na dobre, żeby nie musiał dźwigać poczucia winy z powodu jej odejścia.
„Nie wiedziałem” – powiedział.
Twarz Lillian na chwilę złagodniała, a potem wróciła do beznamiętnego wyrazu.
„Było wiele rzeczy, o których nie wiedziałaś”.
Słowa nie zostały wypowiedziane okrutnie. To tylko pogorszyło sprawę.
Whitman zerknął na chłopców. Noah rozśmieszał Olivera, przyciskając nos do szyby. Śmiech Olivera był cichy, niemal ostrożny, jakby przywykł do sprawdzania, czy radość nie kosztuje go za dużo.
„Ile mają lat?”
„Sześć. Skończyli sześć lat w kwietniu.”
Astronomia
Kwiecień.
Whitman mimowolnie policzył wstecz.
Nadszedł odpowiedni moment.
Zakrył usta dłonią. „Wszystko przegapiłem.”
Lillian odwróciła wzrok.
„Muszę ich zawieźć do szkoły.”
„Puść mnie.”
„Nie.”
„Lillian…”
„Nie.” Tym razem jej głos zadrżał. „Nie możesz po prostu pojawić się znikąd, kupić kawę, zadać pytanie, a potem przyjść do ich szkoły, jakby to nie miało wywrócić ich świata do góry nogami.”
Stał nieruchomo.
Miała rację.
Znów.
Uświadomienie sobie tego płonęło we mnie.
„Co oni o mnie wiedzą?”
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE