Tchórz kopnął kobietę, a El Chapo patrzył w milczeniu. Nie przebaczył, a ból był dla niego nauczką.

Rubén został sam pod nieustającym spojrzeniem, które zamieniło pokój w psychiczny piec. Mijały minuty, może godziny; nie sposób było tego stwierdzić bez poczucia czasu. Pot spływał mu z czoła na brodę. Set zaczął drapać się po gardle. Mięśnie ramion piekły go od nienaturalnej pozycji. Jego myśli krążyły, próbując zidentyfikować, kto mógł go porwać. Rywal kartelu? Niemożliwe.

Jego wujek kontrolował terytoria bez większych konfliktów. Krewny poprzedniej ofiary? Mało prawdopodobne. Nikt nie miał środków na taką operację. Władze nie stosowałyby takich metod. Drzwi ponownie się otworzyły. Tym razem wszedł tylko jeden mężczyzna. Średniego wzrostu. Szczupła, ale krzepka budowa. Biała koszula zapinana na guziki z rękawami podwiniętymi do łokci.

Ubrany w dżinsy Levi’s, bez kominiarki, ciemna twarz z gęstym, starannie przystrzyżonym wąsem, ciemne oczy, które badały Rubéna z kliniczną ciekawością naukowca obserwującego preparat pod mikroskopem. Joaquín Guzmán zamknął za sobą drzwi i powoli okrążył krzesło, na którym Rubén pozostał związany.

Nie powiedział ani słowa podczas pierwszego pełnego okrążenia, z rękami w kieszeniach, a jego miarowe kroki odbijały się echem od betonu. Podczas drugiego okrążenia zatrzymał się tuż przed więźniem. Wpatrywał się w spoconą twarz Rubéna przez całe dziesięć sekund bez mrugnięcia okiem. Potem przemówił spokojnym głosem, bardziej przerażającym niż jakikolwiek krzyk.

„Wiesz, kim jestem?” Rubén gwałtownie pokręcił głową. Z jego zakrytych ust wydobyły się stłumione dźwięki. Chapo jednym szybkim ruchem zerwał taśmę. Na jego ustach pozostało zaczerwienione „P”. Rubén kaszlnął, biorąc głęboki oddech. „Nie wiem, kim jesteś. To pomyłka. Mój wujek to komandor Salazar”.

„Kiedy dowie się, gdzie jestem, przyjdzie po mnie ze wszystkimi swoimi ludźmi”. Joaquín uśmiechnął się bez humoru. „Twój wujek doskonale wie, gdzie jesteś. Dał mi pozwolenie na tę rozmowę”. Wykalkulowane kłamstwo, ale skuteczne. Twarz Rubéna zbladła. „To nieprawda. Moja rodzina mnie chroni. Twoja rodzina cię toleruje, bo mamy takie samo nazwisko”.

Ale właśnie przekroczyłeś granicę, której nie mogą zignorować. El Chapo wyciągnął składane krzesło oparte o ścianę. Stanął przed Rubénem i usiadł ze spokojem kogoś, kto ma mnóstwo czasu. „Trzy godziny temu pobiłeś kobietę w publicznej restauracji na oczach rodzin, dzieci, ot tak, dla zabawy”. Ben próbował odzyskać panowanie nad sobą.

„Ta suka mnie znieważyła. Potrzebowała nauczki”. Joaquín lekko przechylił głowę. „Co dokładnie ci powiedziała?” „Zignorowała mnie, kiedy się odzywałem, jakbym nie istniał. Więc twoje kruche ego usprawiedliwia przemoc fizyczną wobec nieuzbrojonej kobiety?” To nie było pytanie, to była obserwacja wisząca w powietrzu jak dym. Rubén zmienił taktykę.

„Słuchaj, nie wiem, kim jesteś, ale mogę ci zapłacić. Mam pieniądze, mam znajomości. Puść mnie, a hojnie ci zapłacę”. El Chapo roześmiał się. Suchym, pozbawionym radości śmiechem. „Nie potrzebuję twoich pieniędzy. Mam więcej, niż możesz sobie wyobrazić”. Pochylił się do przodu, opierając łokieć na kolanie. „Jesteś tu, bo reprezentujesz problem, który zatruwa organizację, w której pracujemy”.

Mężczyźni tacy jak ty myślą, że władza nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji. Bijecie kobiety, znęcacie się nad nimi i tworzycie całą strukturę nienawiści, bo nie potraficie kontrolować swoich podstawowych impulsów. Rubén poczuł, jak pierwsze lodowate palce prawdziwego strachu ściskają mu serce. To tylko kobieta. Nic wielkiego. Joaquín gwałtownie wstał. Składane krzesło przewróciło się z metalicznym brzękiem.

Po dwóch krokach stanął przed Rubénem. Jego prawa ręka chwyciła podbródek więźnia tak mocno, że o mało go nie złamał. Zmusił się do bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Ta kobieta ma na imię Claudia. Obchodziła urodziny z siostrą i kuzynami. Pracowałem na dwie zmiany przez cały tydzień, żeby zapłacić za tę kolację, a ty zmarnowałeś ważną chwilę, bo twoje ego nie znosiło ignorowania.

CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *