Sąsiadka z parteru nadal mówi, że mam syna na złoto. Nie prostowałam. Nie tłumaczyłam. Uśmiecham się i mówię “tak, na złoto”, bo co innego mogę powiedzieć. Że mój syn zamienił moją starość w akt notarialny i ratę kredytową?
Sklep z pasmanteriami zamykam w przyszłym miesiącu. Trzydzieści lat guzików, koronek i zamków błyskawicznych – za prawo do spania w swoim własnym łóżku. Czasem wieczorem siadam w kuchni, w tym samym miejscu, gdzie Michał jadł moje placki i mówił o “zabezpieczeniu”, i myślę o jednym. Że to nie bank jest wrogiem. Nie przepisy, nie notariusz. Wróg siedział przy moim stole, jadł mój rosół i nazywał mnie “mamo”.
A ja mu nalewałam dokładkę.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE