Cztery tygodnie później – to pismo z banku.
Zadzwoniłam do Michała od razu. Ręce mi się trzęsły tak, że ledwo trafiałam w numer. Odebrał po piątym sygnale, co było dziwne, bo zwykle odbierał po pierwszym.
“Michał, przyszło pismo z banku. Jakiś kredyt hipoteczny. Na moim mieszkaniu.”
Cisza. Słyszałam, jak oddycha. Potem powiedział:
“Mamo, spokojnie. To nic takiego. Wziąłem kredyt, ale na swój udział. Potrzebowałem pieniędzy na firmę.”
“Jaką firmę?”
“Chcę otworzyć własny biznes. Z Tomkiem, pamiętasz Tomka? Serwis samochodowy. Mamo, to inwestycja, oddam za rok, góra dwa.”
Nie pamiętałam żadnego Tomka. I nie wiedziałam o żadnej firmie. I nie rozumiałam, jak to jest, że bank daje kredyt pod zastaw czegoś, co jest też moje.
Następnego dnia poszłam do prawnika. Pani mecenas Woźniak miała biuro w kamienicy na Święcickiego, na pierwszym piętrze, z firankami w oknach i dyplomami na ścianie. Wysłuchała mnie, przejrzała dokumenty i powiedziała rzecz, która sprawiła, że podłoga pode mną się zakołysała.
“Pani Jadwigo, pani syn jest współwłaścicielem. Ma prawo obciążyć swój udział hipoteką. Nie potrzebował do tego pani zgody.”
“Ale to moje mieszkanie.”
“Było pani. Teraz jest wasze. A jeśli syn nie spłaci kredytu, bank może wszcząć egzekucję ze swojego udziału. Co w praktyce oznacza, że ktoś obcy może odkupić połowę pani mieszkania.”
Wyszłam na ulicę i stałam przy latarni, bo nogi mi zmiękły. Ludzie przechodzili obok, tramwaj przejechał, ktoś prowadził psa. Normalny dzień. A ja stałam i myślałam, że mój syn – ten sam, co rosół w słoikach – właśnie postawił mój dom na szali.
Wieczorem Michał przyjechał. Bez Kasi, bez Zosi. Usiadł w przedpokoju na ławeczce, na której Tadek zawsze zostawiał buty, i powiedział:
“Mamo, nie gniewaj się.”
“Nie gniewam się. Boję się.”
Nie patrzył mi w oczy. Kręcił obrączkę na palcu, jak Tadek, kiedy coś ukrywał. I wtedy nagle zobaczyłam to, czego nie chciałam widzieć. Ten sam gest. Ten sam sposób unikania.
Tadek też potrafił mówić “spokojnie, wszystko pod kontrolą”, a potem wychodziło, że pożyczył pieniądze bratu bez mojej wiedzy. Że podpisał poręczenie wekslowe koledze. Że obiecał działkę szwagrowi i nawet nie wspomniał.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE