Przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Przystosowanie się do życia w domu
Wprowadzenie się do domu Edwarda było dla Amary dziwne.
Dom był ogromny, ale dziwnie pusty.
Każdy korytarz zdawał się kryć tajemnice.
Każdy pokój wydawał się być powiązany z historią, której nie znała.
W ciągu dnia światło słoneczne oświetlało stare meble i wyblakłe fotografie.
Nocą cisza stawała się przytłaczająca.
Sen nie przychodził jej łatwo.
Często wędrowała po domu, oglądając rodzinne portrety i zastanawiając się nad życiem uwiecznionych na nich osób.
Niektóre fotografie przedstawiały dzieci.
Inne przedstawiały wakacje, uroczystości, urodziny i święta.
Jednak ilekroć zadawała Edwardowi pytania o zdjęcia, jego odpowiedzi były krótkie.
Nie chodziło o to, że odmawiał rozmowy.
Wydawało się raczej, że z trudem znajdował słowa.
Z biegiem dni Amara nabierała coraz większego przekonania, że coś pozostaje ukryte pod powierzchnią.
Coś ważnego.
Coś bolesnego.
Odkrycie
Dziesięć dni po ślubie Amara weszła do gabinetu Edwarda.
Pokój zawsze ją intrygował.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE