Telefon zadzwonił o 15:14. Przenikliwy dźwięk przerwał ciszę pokoju dziecięcego. Klęczałam na dywanie, składając mały żółty pajacyk, wyobrażając sobie już pierwsze dni życia, które we mnie rosło. W ósmym miesiącu ciąży każdy gest był pełen nadziei i planów.
Delikatnie przesunęłam dłonią po zaokrąglonym brzuchu. Dziecko poruszyło się lekko, jakby reagując na moje myśli.
Wtedy zadzwonił telefon.
Prosty dźwięk, ale taki, który odmieni moje życie.
„Halo?”
„Pani Thompson? Tu policja stanowa Waszyngtonu. Pani mąż, Michael, miał wypadek samochodowy na autostradzie I-5”.
Serce mi na chwilę zamarło.
Żółty pajacyk wypadł mi z rąk.
Ciąg dalszy na następnej stronie
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE