Mówił o tym, jakby stało się to rutyną. Czymś kontrolowanym, powściągliwym.
Ale tak nie było.
Stojąc tam, sytuacja stała się jasna bez dalszych wyjaśnień. To nie był odosobniony błąd. To był schemat, który już się rozwinął, bez mojej interwencji.
Wtedy zrozumiałem, że to, co się zmieniło, to nie tylko jej działania, ale sam fundament, który, jak mi się wydawało, dzieliliśmy.
A kiedy to stanie się jasne, pytanie nie będzie już brzmiało, co się stało.
Ale czy pozostać tam, gdzie się stało, czy się od tego odsunąć.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE