Z trudem łapałam oddech. Ruszyłam instynktownie, przedzierając się przez chaos, desperacko pragnąc dotrzeć do Mateo. Ale zanim zdążyłam, dr Álvaro Cruz stanął przede mną i mocno chwycił mnie za ramiona.
„Sofía, nie wchodź. Nie teraz”.
Jego głos był niski, napięty, niepodobny do niczego, co kiedykolwiek od niego słyszałam. Poczułam gulę w gardle.
„Dlaczego?” wyszeptałam drżąc. „To moja rodzina. Co przede mną ukrywasz?”
Spuścił wzrok, zaciskając szczękę.
„Wyjaśnię wszystko, kiedy przyjedzie policja”.
Policja?
Za wypadek?
Nie mogłam tego pojąć. Zaledwie kilka godzin wcześniej wyszłam z domu do szpitala. Mateo kurczowo trzymał mnie za mundur, pytając, czy wrócę wcześniej. Daniel uśmiechnął się, mówiąc mu, że tata wszystkim się zajmie. Mariana nawet pojawiła się niespodziewanie, proponując, że zabierze Mateo tej nocy. Wydawało mi się to dziwne… ale spóźniałam się i nie przywiązywałam do tego większej wagi.
A teraz byli na miejscu. Zrozpaczeni. A detektyw jechała już w swoją stronę.
Coś było nie tak. Strasznie nie tak.
Opadłam na ławkę naprzeciwko sali operacyjnej, podczas gdy moi koledzy walczyli o ratowanie mojej rodziny. Ja, która uratowałam setki istnień ludzkich w tym właśnie szpitalu, byłam teraz bezsilna i nie mogłam zrobić nic poza słuchaniem rozpaczliwych odgłosów dochodzących zza drzwi.
Moja koleżanka Lucía objęła mnie ramieniem, ale jej pocieszenie ledwo wystarczało. Pytania atakowały mnie bezlitośnie:
Dlaczego byli razem?
Dlaczego policja?
Dlaczego Daniel skłamał, że zabrał Mateo do Mariany?
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE