***
W czwartek rano zaparkowałam przed bramą cmentarza. O 8:06 podjechał ciemny SUV.
Z samochodu wysiadła kobieta trzymająca żółte stokrotki. Wysiadłam z samochodu, zanim dojechała do grobu Mai.
„Czy to dla mojej córki?”
Zamarła, kwiaty zadrżały.
„Odpowiedz mi.”
„Tak” – wyszeptała. „I moje.”
„Kim jesteś?”
„Czy to dla mojej córki?”
Jej oczy napełniły się łzami. „Katherine.”
„To nic mi nie mówi.”
„Moja córka miała na imię Sadie.”
To imię uderzyło mnie jak grom z jasnego nieba.
Sadie. Dziewczyna z drugiego samochodu. Dziewczyna, o której wszyscy mówili, że ścigała się z Mayą, sądząc po śladach hamowania, dwóch samochodach przy moście i plotkach, które stały się wiadomościami.
„Moja córka miała na imię Sadie.”
„Odejdź” – powiedziałam jej.
„Proszę, Jackie.”
„Nie masz prawa wypowiadać mojego imienia.”
„Wiem.” Mocniej ścisnęła stokrotki. “Ale
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE