Dwudziestu trzech nastolatków zamilkło.
Pani Keller uniosła brew. „Och? No cóż… no cóż! To może powinnaś mi udowodnić, że się mylę, Wilmo”.
Klasa wybuchnęła śmiechem.
Założyłem, że chodzi jej o tablicę. Że każe mi rozwiązać równanie przed całą klasą.
Zamiast tego pani Keller sięgnęła pod ławkę, wyciągnęła jaskrawożółtą broszurę i podeszła do mojej ławki, jakby ogłaszała werdykt. Pokazała ją klasie, po czym odłożyła z powrotem na stół.
„Mistrzostwa okręgowe w matematyce są za dwa tygodnie” – oznajmiła. „Skoro Wilma jest taka pewna siebie, może powinna zgłosić się do reprezentowania naszej szkoły”.
Śmiech był szybki i głośny.
Wpatrywałem się w broszurę. Twarz mi płonęła.
Założyłem, że
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE