„Sammy?” zawołałam.
„Zostaw mnie w spokoju, mamo!”
Nie potrzebowałam, żeby cokolwiek powiedział, żeby wiedzieć, że miał ciężki dzień.
Poszłam do kuchni, wróciłam z miską jego ulubionych czekoladek, które upiekłam rano, i zapukałam, zanim otworzyłam drzwi.
Leżał twarzą do dołu na łóżku, jak piętnastolatek, jęcząc, nie podnosząc głowy.
„Powiedziałam, żeby zostawił mnie w spokoju”.
„Słyszałam cię” – odpowiedziałam i usiadłam obok niego.
Postawiłam miskę tam, gdzie mógł do niej dosięgnąć, i przeczesałam mu włosy dłonią. Sammy usiadł i wziął kawałek. Wtedy jego oczy napełniły się łzami, szybko i nagle, tak jak oczy chłopców, którzy coś w sobie tłumią godzinami.
„Wszyscy się ze mnie dzisiaj śmiali, mamo”.
Jego oczy napełniły się łzami, szybko i nagle.
„Co się stało, kochanie?”
„Oblałem matematykę”. Włożył kolejny kawałek do ust. „Teraz wszyscy myślą, że jestem głupi. Nienawidzę matematyki. Nienawidzę jej bardziej niż brokułów. I cioci Ruby z Teksasu”.
Zaśmiałam się. Nie mogłam się powstrzymać, a on prawie się uśmiechnął, co było postępem.
„Rozumiem to uczucie lepiej, niż ci się wydaje, Sammy”.
Zerknął na mnie. „Rozumiesz? Ale mamo, jesteś taka… dobra we wszystkim”.
„Sammy” – powiedziałam, opierając się o jego wezgłowie. „Kiedy byłam w twoim wieku, moja nauczycielka algebry zamieniła mi życie w piekło”.
„Wszyscy myślą, że jestem głupia”.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE