To były jej ostatnie słowa skierowane do mnie.
Poczułam gniew, a potem litość. Luke jeszcze się nie pojawił, a mama wciąż używała resztek sił, żeby go chronić.
„Obiecuję” – wyszeptałam, choć uraza nadała słowom gorzki posmak.
Pomyślałam o przeszukaniu wysypiska śmieci albo o tym, żeby zapytać sąsiadów, czy Luke jeszcze tu jest.
Mama zamknęła oczy i cicho umarła przed zachodem słońca.
Po pogrzebie ugotowałam gulasz wołowy, włożyłam trochę chleba do bagażnika i pojechałam do naszej dawnej dzielnicy, dźwigając ciężar obowiązku, którego nie chciałam dźwigać.
Wpatrywałam się w jego twarz, aż rozpoznałam w niej wibracje.
CIĄG DALSZY NA NASTĘPNEJ STRONIE